A A+ A++

Imprezy dla dzieci

Franklin ma czkawkę

2015-10-02

Pamiętacie grupę maluchów, które odwiedziły naszą bibliotekę dwa tygodnie temu. To roześmiane trzylatki z grupy I z Przedszkola Samorządowego nr 26 w Kielcach. Tym razem postanowiliśmy sprawić maluchom niespodziankę - wraz z żółwiem Franklinem wybraliśmy się w piątkowe przedpołudnie do przedszkola. A tam wielka radość - będziemy czytać!. Z wyborem książeczki do czytania nie było kłopotu - Franklin to żółw, który mimo młodego wieku przeżył wiele interesujących przygód. Każdą z nich opisał i tak powstał zbiór pt. Franklinowe przygody i wyprawy. Dzieci wybrały opowiadanie pt. Czkawka. Jeszcze tylko zajęcie miejsc na zaczarowanym dywanie i wyruszamy do krainy „Wiem - bo czytam”.

A jak to było z czkawką Franklina? - otóż tak:.

Pewnego dnia miś zaprosił Franklina do kina. - Poczekaj. Zapytam mamę - odparł żółwik. Strasznie mu sie spieszyło. Pędem pobiegł poszukać mamy. Franklin znalazł mamę w kuchni. Czy mogę pójść z misiem do kina? - zapytał. - Proszę, proszę, proszę! Możesz - odpowiedziała mama. Ale najpierw zjedz drugie śniadanie. Franklin zjadł drugie śniadanie ekspresowo. Błyskawicznie schrupał kanapkę. Szybko wlał w siebie mleko, aż bulgotało. Ciastko połknął jak wielki odkurzacz. Zrobione! - powiedział i pobiegł do drzwi. Do widzenia zawołał do mamy. I wtedy… dostał czkawki. .

Co działo się potem - to długa historia. Uparta czkawka męczyła naszego żółwika przez długie dwa dni. Żadne sposoby nie pomagały - a było to m.in. zatykanie nosa, wstrzymywanie oddechu, straszenie, zimne okłady, a nawet wąchanie chusteczki z pieprzem. Kto ciekawy jak zakończyła się przygoda z czkawką niechaj zajrzy do książeczki pt. Franklin i czkawka.

Zaczarowany dywan powrócił do przedszkolnej sali, a wraz z nim nasi milusińscy. A tu kolejna niespodzianka. Na stoliczkach stanęły pudełka pełne kolorowych kredek. Co będziemy malować? Co to za tajemnica? Minęła chwilka, i już wszystko jasne. To Franklin, który wymknął się z zaczarowanej krainy postanowił przygotować niespodziankę dla swoich małych przyjaciół. Postanowił każdemu z nich ofiarować swój portret. Malutkie rączki z niespotykaną wręcz dokładnością wypełniały obrazki. Jeszcze kilka drobnych poprawek i wszystko gotowe. Na zielonej buźce Franklina zawitał uśmiech od ucha do ucha.

Niestety, nadszedł czas pożegnania. Do zobaczenia wkrótce. Z niecierpliwością oczekujemy kolejnego spotkania.

P.S. Zmęczeni wędrowaniem milusińscy udali się na małą drzemkę. Kolorowych snów!.