Nasz profil na Facebook
  MBP
 
 
KOMENTARZE WPISANE PRZEZ: Bezunia


Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Mio, mój Mio
Wysłany: 2018-01-27 18:42:16
To ciekawe jak zależnie od wieku różnie odbieramy książki. Kiedy byłam mała „ Mio… ” był dla mnie baśnią o przygodzie, o odmianie losu. Chciałam być jak Mio. Mieszkać w zamku, mieć własnego konia i pokonać złego Kato.
Teraz ponownie przeczytana dała mi obraz chłopca, który był w swoim adopcyjnym domu bardzo nieszczęśliwy. Samotny i niekochany. Jeden prawdziwy przyjaciel i jego rodzina dawali namiastkę ciepła.
Co się tak naprawdę stało z Bo ( lub też z Mio? ) Czy umarł i to było jego niebo?
A może niepotrzebnie się doszukuję. Może bajka to po prostu bajka i nie ma co się szukać drugiego dna?

Słodko – gorzka, sentymentalna historia. Bajka z dzieciństwa… Jest sentyment
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Zemsta
Wysłany: 2018-01-27 18:21:35
Miałam troszkę mieszane uczucia co do poczynań tych kobietek, ale z drugiej strony… dobrze zrobiły. Nie można budować szczęścia kosztem innych… kara musiała być.
Czy się ubawiłam czytając tę książkę? Może trochę… ale daje do myślenia… Czy zemsta jest naprawdę słodka? … Może…

Jak dla mnie książka pomimo małych "ale" ( o których tu nie napiszę żeby nie spojlerować ) jest naprawdę dobra.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Omega
Wysłany: 2018-01-27 18:04:03
Historia Joasi zwanej Omegą, która w dniu swoich 12tych urodzin otwiera nieznany plik w komputerze i przenosi się w świat gry.
Jaka jest Omega? Omega nie budzi we mnie sympatii. Jest dzieckiem dzisiejszej epoki. Komputery i gry w które współczesna młodzież gra, świat w którym się obracają sprawia, że u niektórych zaciera się granica pomiędzy światem realnym a wirtualnym, u niektórych zanikają ludzkie odruchy i emocje. Stają się zobojętniali i samolubni. Taka jest właśnie Omega. Widać to w konkretnych sytuacjach: rozwód rodziców, śmierć babci... nie wzbudzają w niej żadnych głębszych uczuć: żalu, smutku, współczucia.
W grze w której Omega się znalazła, pokonuje kolejne poziomy. Spotyka tu Dziecko (?), swoją zmarłą babcię ( zwaną Babulą ) i jeszcze parę innych ... . Bierze też udział w Olimpiadzie Zmysłów, gdzie ujawnia się kolejna negatywna cecha jej charakteru: Omega nie umie przegrywać i łatwo wpada w złość.
Lecz wraz z kolejnymi przejściami na wyższe poziomy Omega prz dzi transformację. Zaczyna odczuwać: sympatię, współczucie, troskę. Zaczyna też panować nad gniewem.
Co jeszcze? Jak to się skończy? Trzeba przeczytać.
Książka z początku trudna do " przebrnięcia " ale potem się rozkręca i czyta się już szybko.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Kleo i ja : jak szalona kotka ocaliła rodzinę
Wysłany: 2018-01-14 15:28:09
Ostrzegam uczciwie, że jest to książka z tych słodko – gorzkich. Dla tych bardziej wrażliwych proponuję mieć w pobliżu chusteczki. Głownie rozchodzi mi się o rozdziały „ Strata” i „ Początek” . Dawno tak bardzo nie beczałam przy książce.
A jednak... coś jest w tej książce co chwyta Cię za serce i nie chce już puścić.


Jak poradzić sobie ze stratą dziecka... to wydaje się niemożliwe... Nie mam dzieci i nie potrafię sobie nawet wyobrazić tych uczuć. Ale będąc osobą wrażliwą czułam ból i rozpacz tej kobiety.

A potem pojawiła się ona... Mała, czarna kotka... Kleopatra – Kleo... i okazało się, że można znowu się śmiać...
Dziwnie potoczyły się losy tej rodzinki. Na przestrzeni lat wiele się zmieniło... ale kotka wciąż przy nich trwała…
Polecam tę książeczkę oczywiście każdemu kociarzowi i każdej kociarze... a nawet tym co kotów i nie lubią... kto wie... co się może zdarzyć. Pozdrawiam.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Zezia i Giler
Wysłany: 2018-01-14 15:22:07
Mała dziewczynka i jej braciszek. Króciutka historyjka. Szybciutko się czytało. Lekko, łatwo i przyjemnie… w sam raz dla dzieci… ( a że przy okazji dorośli ją łykają … to już przy okazji)
Pani Agnieszko… wkrótce zabieram się za dalsze części…
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Europa : prawdziwa historia o kotce
Wysłany: 2017-12-31 17:35:13
Prześwietna bajeczka. O małej kotce z łatką na futerku w kształcie Europy… ( stąd imię … -D )

Europa ( jak to wszystkie kotki zresztą ) owinęła sobie wokół ogona wszystkich mieszkańców domu, a także wszystkie psy z podwórka…
Polecam kociarzom i dzieciaczkom…
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa
Wysłany: 2017-12-31 17:08:03
Część druga równie dobra jak pierwsza… mądre dzieciaki… geniusz, konstruktor i dziewczyna ze zdolnościami telekinezy… i podróż w czasie… i …
a nie, nie... nic więcej nie powiem. Przeczytajcie sobie... :-)
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi
Wysłany: 2017-12-31 17:05:06
Z tych młodzieżowych.
Trójka gimnazjalistów i naprawdę fantastyczne przygody. Część pierwsza – Gang niewidzialnych ludzi.
Pomimo, iż jest książeczka o dzieciach i dla dzieci… to naprawdę z przyjemnością się czytało…
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Felix, Net i Nika oraz Pałac Snów
Wysłany: 2017-12-31 16:58:11
Trzecia część przygód trojga przyjaciół.
Okazuje się, że ktoś rządzi ludzkimi snami. Zamiast po obudzeniu być wypoczętym, wszyscy chodzą niewyspani. Nie pamiętają snów, wiedzą tylko, że bardzo się boją zasnąć bo czeka ich coś strasznego.
Feliks, Net i Nika oczywiście podejmą się wyjaśnienia tej zagadki.
Będzie trochę strasznie, trochę wesoło, czyli dokładnie tak jak powinno być w książce dla młodzieży.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Morderstwo w Orient Expressie
Wysłany: 2017-12-31 16:53:13
Przeczytałam tę książkę jakieś „ iks” lat temu i teraz ponownie. Oczywiście impulsem do ponownego sięgnięcia po tę książkę była kolejna jej ekranizacja.
Wtedy kiedy czytałam za nic nie mogłam zgadnąć kto z nich zabił… A gdy już wszystko się wydało, to był niezły szok.
Teraz jednak czytając nie mogłam sobie przypomnieć motywu…

To naprawdę świetnie skonstruowany kryminał. Kochana autorka skutecznie myli tropy.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Labirynt Lukrecji
Wysłany: 2017-11-30 20:27:00
Ta książeczka wzbudza we mnie sprzeczne emocje. Jest naprawdę świetnie napisana.
Jednak jakoś tam trochę szaro i zimno.
Lukrecja to fajna dziewczynka ale niestety chyba bardzo samotna.
I nagle pojawia się tajemniczy labirynt… i w życiu tej małej dziewczynki wszystko zaczyna się zmieniać…
Jedno tylko mnie zastanawia… Zakończenie.
Hmmm…
Nie będę więcej opisywać. Niech każdy sam sobie wyrobi opinię.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Noce w Rodanthe
Wysłany: 2017-11-30 19:49:52
Mam w domeczku na półeczce.
Smutna ale piękna opowieść o miłości dwojga dojrzałych ludzi. Oboje po przejściach. Odnajdują się i planują spędzić resztę życia razem. Czy się uda?

Kto chce się dowiedzieć może przeczytać.

Film jest OK, ale…
Książka – 10 , film - 7
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: (Nie)boszczyk mąż
Wysłany: 2017-11-30 19:40:49
"Zbrodnia to niesłychana, pani zabiła pana" - no cóż nie w tym utworze.

Pewna pani planuje usunąć z tego padołu swojego męża. Dość nieudolnie zresztą.
Jest śmi wo, czasami absurdalnie, czyli dokładnie tak jak powinno być u Pani Chmielewskiej
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: 2
Wysłany: 2017-11-30 19:35:01
Janeczka i Pawełek znowu w akcji. Afera znaczkowa w tle...
A! No i oczywiście Chaber :) jak mogłam zapomnieć
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: 13 powodów
Wysłany: 2017-11-30 19:22:44
Mam dylemat z tą książką.

Całkowita autodestrukcja tej dziewczyny... to co sobie zrobiła na samym końcu... zanim zakończyła swoje życie... straszne. Chyba tylko po to, żeby już nie mieć innego wyjścia, żeby zamknąć sobie furtkę... i nie pozwolić się ocalić.

Jak ona głośna krzyczała o pomoc, a nikt jej nie słyszał... Przyjaciół, prawdziwych przyjaciół nie miała, więc trudno żeby ja ktoś zrozumiał, ale rodzice? Nie widzieli, że dzieje się coś niedobrego z ich dzieckiem?!
Hannah ... a co chciałaś osiągnąć tymi taśmami... chciałaś im powiedzieć, że każde słowo, które padło z ich ust, że czyny które popełnili bądź też czego nie zrobili... że wszystko ma konsekwencje? Twój postępek... nie tylko samobójstwo, ale także rozesłanie tych taśm... zmieni już na zawsze życie tych młodych ludzi... Więc? Jaki był cel? A może chodziło o profesorka, wysłuchał wszystkich historii i przekonał się jacy naprawdę są jego uczniowie i do czego niektórzy są zdolni i zda sobie sprawę że nie nadaje się na to stanowisko... szkolny pedagog... śmiechu warte.
Co do całości – książka wciąga, nie mogłam się doczekać ( pewnie tak samo jak Clay) co takiego chciała powiedzieć Hanna o nim na taśmie.

To trudna książka... fajna, ale trudna...
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Igrając z ogniem
Wysłany: 2017-10-27 20:35:07
Coś innego od wcześniejszych książek pani Gerritsen.
Współczesność: stary arkusz z zapisem nut, muzyka, która z nich powstaje i dziewczynka, która dziwnie się zachowuje wtedy, gdy jej matka dzięki skrzypcom wydobywa muzykę z nut na świat.
Przeszłość - druga część książki. Młody żydowski skrzypek żyjący we Włoszech, młoda dziewczyna i zbliżająca się Druga Wojna Światowa ... Miłość, muzyka, cierpienie, bezsilność... i śmierć.

To troszkę inna historia niż wcześniej opisywane przez panią Gerritsen książki. Przyznaję szczerze, że dużo bardziej wciągnęła mnie historia Lorenza, choć jest dużo bardziej tragiczna, bo przecież ta wojna była naprawdę ...
Co do historii Julii... wszystko byłoby super... naprawdę... bo wydawało się, że rzeczywiście jest coś w tym utworze co zmienia jej córkę... ale to zakończenie mnie rozczarowało. Mam uczucie, że coś tu nie zagrało. Jakby autorce zabrakło pomysłu albo w ostatniej chwili zmieniła zdanie... Ale koniec końców książka jest naprawdę dobra. Kto chce niech czyta i sam sobie wyrobi opinię.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Serce z bibuły
Wysłany: 2017-10-19 00:25:13
Czwarte spotkanie.

Hmmm... Odniosłam dziwne wrażenie, że część mężczyzn z tej książki to damscy bokserzy, w dodatku lubiący sobie wypić lub próbujący zepchnąć swoją drugą połówkę do roli ładnie wyglądającej ale pustej lali. Dzieje się tam dużo ( trochę za wiele jak dla mnie ).

Podoba mi się natomiast to, że ktoś nareszcie zajął się dworkiem i teraz hrabianki będą mogły godnie żyć.

I to chyba tyle co mogę powiedzieć na temat tej części.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Po nitce do szczęścia
Wysłany: 2017-10-19 00:17:30
Niestety przyjemność czytania co jakiś czas psuły mi te relacje między Jankiem a Marzeną. Bardzo mnie irytował ten wątek... a już najbardziej sama Marzena. I ta jej przemiana na koniec „ (… ) Przed nim stał ideał (str. 277) ” . Coś tu się autorce nie udało...

Trochę też denerwowała mnie Tamara. To jej użalanie się. To nie jest koniec świata dziewczyno!
Swoją drogą uważam, że dobrze się stało. Będzie miała więcej czasu dla najbliższych. A przede wszystkim jednak dla siebie.

Takie trochę zaskoczenie jeśli chodzi o hrabianki... No nie podejrzewałam, że coś takiego autorka wymyśli. Trochę to naciągane, ale dzięki temu zaskoczenie było.
Czekam co też młodzi i cała reszta wymyślą z tym dworkiem, bo że mieszkać w takich warunkach się nie powinno - to pewne.

No i brawo dla babci Ewy za rozprawienie się z „ kochanym ” tatuśkiem. Pięknie rozegrane.

Tak na koniec - i choć przeczytało się dość szybko i wkrótce zabiorę się za następne części, to jednak jak na razie wybieram, część pierwszą i drugą.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Marzenia szyte na miarę
Wysłany: 2017-10-19 00:13:54
Część druga już przeczytana. Fajnie się czyta te historie.
Taki wniosek mi się nasuwa po przeczytaniu tej książki – że te kobiety z książki... że one wszystkie chciały być kochane: Tamara, Marysia, pani Zosia i ... matka Tamary - Ewa, nawet ona... Oczywiście każda inaczej, ale chodzi tu jednak o miłość.
Babcia Róża jak zwykle emanuje spokojem i dobrymi radami. No i hrabianki Leszczyńskie... miła i dystyngowana panna Julia i gderająca ( chociaż tak naprawdę, pewnie ukrywająca dobre serce ) panna Zuzanna...

Przykro mi z było jednak z powodu sytuacji w jakiej znalazła się pani Zofia. Niestety takie sytuacje zdarzają się też w prawdziwym życiu... przykre.

Ps. No i teraz jeszcze do fiołkowych konfitur babci Róży doszły babeczki pani Zosi... te z nadzieniem malinowym. MNIAM.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Zaplątana miłość
Wysłany: 2017-10-18 23:56:54
To moje pierwsze spotkanie z panią Karoliną i chyba pójdę dalej tą drogą. Naczytałam się już sporo opinii, w większości pozytywnych, żeby zachęciło mnie to do sięgnięcia po serię STACJA JAGODNO. A już zwłaszcza, że akcja dzieje się w moim rodzinnym mieście.
To historia o Tamarze i bliskich jej ludziach... O trudnych relacjach mata- córka, córka – matka. O samotnym wychowywaniu dziecka, o pracy ponad siły i czas... i konsekwencjach z tym związanych.
Ale także o ciepłej i dobrej starszej pani – babci Róży... u której można znaleźć to co tak często zdarza nam się zgubić w szybkim rytmie życia jaki wiedziemy - to spokój, zrozumienie i cisza...

Czasami czytając jakąś książkę, której akcja działa się w jakimś Polskim mieście np: Kraków, Wrocław lub Szczecin opisywano urocze uliczki, smakowite restauracje, śliczny park musiałam je sobie wyobrazić. Tym razem tak nie było – Kielce i okolice, przecież znam te miejsca, bywam tam.
Naprawdę fajne uczucie.. :)

PS. Mam ochotę na konfitury fiołkowe.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Kotolotki z wizytą u mamy
Wysłany: 2017-10-03 22:02:09
Część druga o kotolotkach.
Dwójka kotolotków postanawia odwiedzić swoją mamę. Gdy dolatują na miejsce okazuje się, że mamy nie ma, a ich dawny dom będzie niedługo zburzony... Ale, ale ... na strychu owego domku ukrywa się maleńki kotek (ze skrzydełkami!!! ), który się bardzo boi. Czy to rodzeństwo naszych znajomych kotolotków? Czy kotolotki odnajdą mamę? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedzi w tej części. Oczywiście – ja – szalona kociara - nie mogę zrobić nic innego jak tylko polecić tę książeczkę.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Kotolotki
Wysłany: 2017-10-03 21:55:14
Oto bajeczka dla dzieci i dla wielbicieli kotecków.
Cztery koteczki urodziły się ze skrzydełkami. Musiały opuścić swoją mamę. Poleciały więc daleko, daleko i trafiły na farmę, gdzie zaopiekowało się nimi ludzkie rodzeństwo.
Króciutka i ciepła książeczka.
Koniecznie trzeba przeczytać..
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Niezwyciężony
Wysłany: 2017-09-15 22:25:31
Odsłuchane... Superprodukcja. Naprawdę super.
Obca planeta... i dziwny... wirus? bakterie? muszki? a może mikroroboty?... które stopniowo atakowały załogę statku kosmicznego „ Niezwyciężony” zamieniając ich w bezradnych i zdziecinniałych.
Wsłuchując się w doskonałą interpretację miałam gęsią skórkę. Dobrze dobrany skład aktorski, który doskonale wpasował się w swoje role, podkład muzyczny, wszystko to sprawia, że słucha się tej książki z ogromną przyjemnością. Miałam wręcz wrażenie, że jestem tam na pokładzie ' Niezwyciężonego '. Ten strach, który czułam, to napięcie... Czekam na więcej takich właśnie audiobooków,( tzw. superprodukcji ) pana Lema.
Wcześniej odsłuchałam „ 2001 Odyseję kosmiczną” i „ 2010 Odyseję kosmiczną” – majstersztyk normalnie.
I powiem jeszcze tylko tyle, i być może się narażę na gromy ze strony wielbicieli filmów S-F , że film – „ Obcy – ósmy pasażer Nostromo” , może się schować przy naszym audiobooku „ Niezwyciężony” , bo więcej się bałam słuchając książki, niż oglądając wyżej wspomniany film.
... Mam nadzieję, że nikt mnie nie zlinczuje... w końcu to tylko moja opinia.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Ta chwila
Wysłany: 2017-09-09 17:42:39
Przeczytałam szybko, bo zaledwie dwie nocki mi to zajęło. Akcja ładnie pędziła do przodu i znając styl w jakim kończy pan Musso, czekałam na zakończenie, które zwali mnie z nóg... ale niestety jak już się wyjaśniło to cóż, ani nie zaparło mi tchu w piersiach, ani nie miałam gęsiej skórki i ziemia też się nie zatrzęsła. „ I co? To już ? O to chodziło?” I nie podobało mi się zakończenie tej wymyślonej części, bo co ono miało niby oznaczać? A główny bohater czasami tak bardzo mnie wkurzał, że nieraz miałam ochotę kopnąć go w... kostkę. Co za egoista... Nie sympatyczny typ. Nie polubiłabym go w rzeczywistości. Zakończenie całej książki też jakoś specjalnie nie powala. Ot po prostu normalny happy end.
Trudno. Zabieram się wkrótce za „ Dziewczynę z Brooklynu” .
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Chata
Wysłany: 2017-09-09 17:12:42
To bardzo piękna, ale trudna książka...
O stracie, o zagubieniu, o utracie wiary, o przebaczeniu. Sobie. Także przebaczeniu Panu Bogu... a w końcu mordercy, który odebrał życie niewinnemu dziecku.

Mam jednak mieszane odczucia co do zachowania głównego bohatera podczas rozmowy z Panem Bogiem. Chciałam mu powiedzieć: co robisz?! Dlaczego jesteś taki spokojny?! Krzycz!! Wściekaj się!! Płacz !! Wiem... takie momenty następowały później ale.
Nie wiem jak bym ja sama postąpiła gdyby to mnie spotkała taka tragedia. Czy nie chciałabym wykrzyczeć Panu Bogu całego mojego żalu. Ale czy spotkanie twarzą w twarz ze Stwórcą w całym Jego Majestacie i wsz garniającej miłości... czy miałabym odwagę? A może padłabym na kolana i po prostu płakała dopóki starczyłoby mi łez.

Poruszono też kwestię samosądu: chcesz wydawać wyroki kogo sądzić? Proszę bardzo usiądź i sądź. Ale nie zapomnij sądzić sprawiedliwie. Twoi najbliżsi też mu podlegają. No właśnie... tak łatwo powiedzieć: do pedofila, gwałciciela – uciąć mu, do mordercy – powiesić go, do dręczyciela – pociąć i posypać solą. Jak łatwo to powiedzieć, jak łatwo wydać wyrok.
A powiedzieć „ wybaczam” ? Umiesz/ Dasz radę? Tak szczerze, prosto z serca?

Jak napisałam na początku – piękna ale trudna książka.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Jesienna miłość
Wysłany: 2017-08-07 00:19:43
Mam w domeczku, na półeczce. Przeczytana już jakieś iks lat temu. Nie pamiętam jak dawno.

Młodzi ludzie z różnych światów. Lekkomyślny, zabawowy chłopak, szkolny przystojniaczek oraz skromna, dobra i cicha córka pastora. Landon i Jamie. Czy taki związek ma szanse? Okazuje się, że tak. Ale czy będzie happy end ? U Sparksa? Raczej nie. Oczywiście spłakałam się – okropnie. Chociaż przeczytana ponownie… już aż tak gwałtownych emocji nie wywołuje…

Może i ta historia jest zbyt cukierkowa, zbyt nieprawdopodobna... ale to tylko książka... można pomarzyć, że takie uczucie jest możliwe.

Parę słów o filmie. Oczywiście najpierw była książka a potem film.
I film i książka mają swój urok. Jednak jak to bywa - ekranizacji daleko do pierwowzoru. Film uwspółcześniony, stracił. Chociażby to przedstawienie.. w książce wiadomo o co chodziło... a w filmie... oglądałam już parę razy i tak naprawdę do końca nie wiem o co chodziło.
Aktorzy natomiast bardzo mi podpasowali. Sumując: książka – 10, film - 8
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Poczet królowych polskich
Wysłany: 2017-08-06 23:59:34
Studium psychiki kobiecej i to nie jednej ... ale aż trzech i jeszcze gdzieś pomiędzy nimi gej ( przyjaciel najmłodszej z kobiet )
Królowe... Boże chroń przed takimi królowymi.

Cała książka raczej mnie zasmuciła niż rozbawiła.
Przykro mi było z powodu tych dziwnych relacji Magdy z matką, a potem jeszcze ta babka, której nie znała i która wcale nie była babcią z wieczornych opowiastek tylko niezłą zołzą.
I choć Ina to prawdziwa wiedźma to jednak jej historia jest bardziej wciągająca.

No i ta nieszczęsna relacja Magdy z Adrianem… Nie wiem czy jest bardziej smutna czy bardziej żałosna.

I choć książka napisana ładnym językiem i mimo iż zachęca do zainteresowania się gwiazdami kina przed i międzywojennego , m.in. Iną Benitą ... to niestety książkę oceniam jako tylko DOBRĄ...
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Trzy panie w samochodzie czyli Sekta olimpijska
Wysłany: 2017-08-06 23:43:02
Naprawdę udany to był zakup. Książka lekka, śmieszna, po prostu - babie lato.
Podobno to debiut autorki - moim skromnym zdaniem – udany.
Czekam na więcej książek tej Pani.
Polecam.
Śmi wo było.
PS. Mam jeszcze pytanko: Czy ten autor Jerzy Dychawski – piszący sagę o jakimś Nagiecie, grulach i innych stworach istnieje naprawdę czy to może wymysł autorki? Skłaniam się przy tej drugiej opcji.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Zapisane w wodzie
Wysłany: 2017-08-06 23:29:35
Muszę przyznać pani Hawkins, że dużo, dużo lepiej...
Przeczytałam zdecydowanie szybciej niż „ Dziewczynę z pociągu ” .

Trochę smutna ta książka.. trochę straszna...
Chore relacje, zakazana miłość, mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, nieszczęśliwe kobiety.

Te wszystkie postacie ... tak bardzo pokiereszowane przez los.
I niby nie ma w tej książce akcji a jednak czytało się zdecydowanie lepiej niż tą pierwszą książkę autorki. Może poprawił się styl, a może sprawiła to ilość bohaterów... Nie wiem. Ale oceniam wyżej niż poprzednią
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Szata
Wysłany: 2017-08-06 23:26:03
Kiedyś, dawno temu obejrzałam film. I jakiś czas temu sięgnęłam po książkę, ( oczywiście, że ekranizacja się różni… )
To piękna książka o przemianie jaka zachodzi w młodym trybunie – „ tym” trybunie, który dostał rozkaz ukrzyżowania Chrystusa. Nie zgadzał się z wyrokiem ale wykonać go musiał… i jeszcze ta szata, TA SZATA którą wygrał w kości... przymierzona podczas pijackiej uczty dopełniła czary… - „ Byłeś tam?” pytał co jakiś czas Marcellus… dręczony wyrzutami sumienia, że zabił niewinnego człowieka… nie wiedział jeszcze, że Syna Bożego …
I TA SZATA która wepchnęła trybuna w ciemność - z tej ciemności go wyrwała. I Marcellus zechciał dowiedzieć się wszystkiego o człowieku, którego ukrzyżował. A kiedy tak wędrował i słuchał o cudach których dokonał Jezus, zmieniał się... Z początku jeszcze próbował sobie tłumaczyć cuda Jezusa, ale to na nic, bo Jezus zagościł już w jego sercu i już nie mógł i już nie chciał się już Go wyrzec.

Piękny koniec, choć bardzo smutny.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Dom czarownic
Wysłany: 2017-08-06 23:18:42
Fajnie było wrócić do książki, którą przeczytało się prawie 22 lata temu. Wprawdzie odczucia już trochę inne, bo czasy już nie te a i latek przybyło… ale wciąż jest w tej książce jakaś magia i czar.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Na skrzydłach czasu
Wysłany: 2017-06-17 15:33:04
Co za beznadzieja. Przeczytana jakoś tak 2 lata temu i ponowne podejście teraz. I wniosek ten sam – beznadzieja
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Sekretne życie drzew
Wysłany: 2017-06-17 15:22:32
Odsłuchana na audiobooku w wykonaniu pana Stanisława Biczysko
Super książka. Fantastycznie przedstawiony świat drzew…

Niby człowiek wie, że drzewa muszą jakoś żyć ze sobą w symbiozie, ale takie przedstawienie sprawy jest naprawdę super. Nigdy nie słyszałam żeby ktoś z taka pasją mówił o drzewach ( i to w takiej ilości ). Lecz odniosłam wrażenie, że autor nad wyraz umiłował sobie buki… dość dużo tu o nich.
Tak czy siak polecam… i niech każdy sam sobie wyrobi opinię…
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Zwierzoczłekoupiór
Wysłany: 2017-06-17 15:14:44
O rany… brak mi słów jeśli idzie o zakończenie… . Coś podejrzewałam, że może to być coś w tym stylu … ale TO… no przykro, bardzo przykro…
Z początku chłopiec nie bardzo przypadł mi do gustu. Wydał się taki „ stary maleńki” , mały zarozumialec, ale… stopniowo moje uczucia do niego się zmieniały. Jego opisy swojej rodziny - mamy, taty, siostry i przyszywanej ciotki pokazywały niezwykła wrażliwość tego dziecka.

Co do przygód Piotrka… wspaniała wyobraźnia. Ten wielki gadający pies, dziewczynka w niewoli u Troipa … a także ukochana rodzinka…

Ktoś .powiedział, że można być samotnym wśród tłumu… tylko, że już nie pamiętam kto… - Jak bardzo samotny musiał być Piotr skoro... ćśśś....
Książka niby zaadresowana do dzieci – owszem – ale nie do tych małych, może do tych trochę większych… a już na pewno dla dorosłych.
Piękna – słodko – gorzka...
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Szeptucha
Wysłany: 2017-06-17 15:09:21
O samej szeptunce to tutaj raczej niewiele znajdziemy, razem wziąwszy wszystkich stron to może tak ze 100.
Jest tutaj za to dużo o życiu pewnej wsi…
Właściwie tytuł tej książki powinien być troszkę inny… np. „ Życie w Waniuszkach - od kiedyś przez wtedy do teraz i wstecz… ” ( tytuł a właściwie część tytułu zapożyczyłam z książki pana M. Szczygielskiego – „ Arka czasu” ). I to by było najwłaściwsze określenie …
Dużo tam historii różnych ludzi. Często w historię jednej rodziny wplatana jest następna historia kolejnej , potem powrót do teraźniejszości i za chwilkę znowu skok do przeszłości. Za duża mieszanina tych osób, za dużo i za blisko siebie tych skoków w czasie - przeszkadzało mi to, bo w pewnym momencie straciłam rachubę czasu – pewna, że od śmierci babci naszej tytułowej szeptunki minęło zaledwie parę miesięcy ( może z siedem – osiem ) zdziwiłam się niezmiernie kiedy okazało się w pewnym momencie, że to już ponad rok a może i więcej !!!

Na duży plus zasługuje gwara podlaska jaką posługują się bohaterowie tej książki… Brawo dla autorki…

Co do samej szeptunki. Dziwna dziewczyna. Jednak dużo bardziej przypadła mi do gustu niż szeptucha Gosława z książki „ Szeptucha ” pani Miszczuk.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Do trzech razy Natalie
Wysłany: 2017-02-25 17:05:51
- Gdzie diabeł nie może, tam… Sucharskie pośle -
Miało być super śmiesznie, a było tylko śmiesznie.

Zacznę może od dzieci... cofam moje wcześniejsze porównanie Anielki i Przemka do Janeczki i Pawełka od Pani Chmielewskiej. Przemek jeszcze ujdzie ( po prostu ciapa, ale cóż ... w domu dominują kobiety i to nie byle jakie ... to Natalie!!! ), ale Anielka... mała podła żmija... Nawet taka ilość Natalii( i ich matek ), nie tłumaczy takiego charakteru - nie lubię jej.

Co do samych Natalii... jak zwykle nie obeszło się bez wściubiania nosa w nie swoje sprawy... ale już nie było tak śmiesznie tak jak w poprzednich częściach... czegoś mi zabrakło... a może to Ci źli – mordercy i złodzieje - sprawili, że książka wydała się bardziej kryminałem niż komedią kryminalną ( o ile taki gatunek istnieje ). Sama nie wiem.
Mam jednak nadzieję, że spotkam się jeszcze kiedyś z siostrami Sucharskim, może już starszymi ( może już babciami Sucharskimi?! ) i że będzie równie wesoło jak w części pierwszej...
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Szeptucha
Wysłany: 2017-02-25 16:43:34
Pomysł na książkę naprawdę super. Gorzej z głównymi bohaterami.
Gosława – Gosia... RANY!!! Że - tak - powiem, zakrzyknę wręcz – O -- BO – GO - WIE!!!
Naprawdę???!!! 24 letnia ( o ile dobrze pamiętam ) dziewczyna zachowująca się jak napalona nastolatka, której życiem rządzą hormony... Naprawdę chodzi tam o miłość?! Bo ja raczej zauważyłam pożądanie ( żeby nie powiedzieć nieładnie – chuć ). To, że Gosia jest niezdara - nie będę czepiać. Sama często się potykam i o coś rozbijam. Ale ta hipochondria i różne fobie u przyszłej lekarki??!! Nie wróżę kariery.
Nie wierzy w bogów ale bezustannie ich wzywa.
Aaaaa !!! Ależ miałam ochotę ją p... pstryknąć !!!!
Mieszko – no niestety, ale NIE. Drogie panie... coś jest nie tak z tym facetem ( pomijam już fakt, że jest nieśmiertelny i że w przeszłości dość brutalny ). Zresztą ostatnia strona pokazała, że chyba mam dobre przeczucia. I czy naprawdę takie miał twarde te bicepsy? Zawsze gdy niósł Gosię na rękach wbijały jej się w plecy. Z drewna były czy jak?!

Szeptucha – Baba Jaga – najbardziej przypadła mi do gustu. Mądra kobieta... Taka Babka z „ Rancza” .
Hmmm a bogowie... no cóż... wcale mnie nie dziwi, że są bezlitośni i tylko o sobie i tylko dla siebie... (trochę przypominają greckich lub rzymskich bogów... lub dzisiejszych polityków).

Co daje na plus tej książeczce? To że akcja rozgrywa się w Świętokrzyskim... znam te rejony... to moje miasto i moje okolice.

Zabrakło jednak jeszcze takiego małego słowniczka na końcu książki, który by choć trochę wyjaśniał kto jest kim z nadprzyrodzonych i te miejsca święte np. Weles, Świętowit, Wyraj, Nawa itp. Ciągłe zaglądanie do Wikipedii, żeby sprawdzić odrywało mnie niepotrzebnie od książki i dodatkowo rozpraszało ( niby w książce wynikało to z treści, ale jakoś nie zawsze byłam w stanie to ogarnąć) Byłoby fajnie zajrzeć tylko na tył książki i już.

Dobra. Wiem, wiem czepiam się...

Gdyby nie to i nie głupota głównej bohaterki to książka byłaby naprawdę super, a tak to tylko dobra. Mimo to przeczytam część drugą, bo a nuż Gosława nabierze trochę rozumu...
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Pustułka
Wysłany: 2017-02-25 16:22:47
Powiedziałabym O M G !! Ci ludzie... ta rodzinka!!! Strzeż mnie Panie!!! Co to forsa robi z ludźmi... Wstrętni, wręcz obrzydliwi...
Pytanie - kto z nich zabija ?
Jest sobie wyspa... ktoś ginie, potem ginie kolejna osoba ... i kolejna ... i kolejna ... a morderca jest wśród pozostałych osób będących na wyspie.
Znacie ten schemat? Podobnie dzieje się w powieściach Pani Agathy Christie ( i nie jestem pierwszą osobą, która to zauważyła ). Ale, ale... co tu się dziwić... to doskonały schemat na napisanie kryminału.
Co do samej książki to naprawdę niezły kryminał, trochę zbrzydza cię rodzinka, ale tak poza tym nie ma się do czego przyczepić. Zakończenie jest rzeczywiście zaskakujące, (wprawdzie tak gdzieś od 39 rozdziału miałam już podejrzenia kto jest mordercą, ale takiego finału się nie spodziewałam).
Trochę mi jeszcze zabrakło pewnych wyjaśnień, ale... ujdzie jak na pierwszy kryminał tej autorki.
Mimo paru niedociągnięć – polecam. Bo najlepiej przekonać się samemu.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: 220 linii
Wysłany: 2017-02-25 16:09:32
Część druga „ 110 ulic ” przeczytana jeszcze w 2016 i dużo szybciej niż ta pierwsza. Akcja skupia się na młodszym z braci...

Fajniejsza niż "110 ulic", ale tylko tyle - fajniejsza...
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: 110 ulic
Wysłany: 2017-02-25 16:03:53
Przeczytane? Nie do końca...
Czytałam i czytałam i czytałam i... nie skończyłam....nie moje klimaty...

Może kiedyś do niej wrócę, ale nie prędko...
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Dziewczyna z pociągu
Wysłany: 2016-12-18 01:04:59
HA!! Okazuje się, że my też mamy swoją rodzimą dziewczynę z pociągu. Choć tutaj jest inaczej. Żadnego morderstwa, żadnych pijaczek, paranoiczek czy rozchwianych emocjonalnie kobiet.
Są takie książki, które są jak strzała prosto w serce. Kończysz i masz taki uśmiech na twarzy i taką lekkość w sercu… i jest Ci tak dobrze. Taka jest właśnie ta książeczka.
To historia nauczyciela – Janka Tyma. Zwolniony z pracy, bez kasy i głodny, sięga dna. Kradnie portfel. Portfel nie należy do byle szaraczka, ale wielkiej szychy. Dyrektora pisma „ Szmaciak ” .
Dzięki pomocy swojego dawnego ucznia pan nauczyciel wychodzi z paki. Mało tego zostaje zatrudniony na próbę w owym „ Szmaciaku ” . Bierze sobie za cel do obsmarowania młodą mistrzynię Polski w biegach narciarskich, która zajęła ostatnie miejsce w turnieju.
Jan udaję się do wioski w której to owa „ nieszczęsna” mieszka. To maleńka wioska ( bardzo biedna), prawie pod ruską granicą . Oczywiście nie mówiąc nikomu kim jest zaskarbia sobie serce pewnej ślicznej dziewczyny z pociągu oraz paru innych osób w Zalesinku.
Z początku nie miałam dobrego zdania o głównym bohaterze. Tak bardzo płytki mi się wydawał. Lecz Janek im dłużej przebywał wśród ludzi z wioski: sióstr Lipińskich czy brata Dominika zmieniał się. Może to sprawiła ta maleńka wioska i ludzie w niej żyjący, może brat Dominik a może miłość do Mili. A może wszystko naraz...
Ci ludzie, ta mała społeczność z bratem Dominikiem na czele... uświadomiło mi, że czasami brakuje nam teraz ( wciąż zabieganym, tylko wokół siebie i rodziny, pracy - czasami na kilka etatów) odrobiny człowieczeństwa. Takiego zwykłego odruchu bycia bratem dla swojego sąsiada.
Rodzinka Lipińskich nie znała Janka, wiedziała tylko, że jest znajomym ich sąsiadki a przyjęła go jak swojego... zaufali mu. Prezent dla braciszka zakonnego... na który złożyły się dwie wioski... ( D - zaiste to musiał być człowiek o wielkim sercu skoro tyle osób z takiej biedy się dołożyło swój grosz... )

Co jeszcze ujęło mnie w tej książeczce? Może Was to zdziwić, ale... zima. Tak zima... Ponieważ jestem lutową dziewczyną lubię zimę... A zima w książce jest naprawdę zimowa... Dużo, dużo, dużo śniegu i mróz... i słońce i zaspy śnieżne i zawieje... wiem, wiem. To może szokować -D ale „ każdy ma jakiegoś bzika ” .
Na tym skończę i nie zdradzę zakończenia, choć pewnie łatwo się domyślić... ale parę rzeczy pominęłam więc może dla tych co nie czytali książki a mimo to pokusili się o przeczytanie tej recenzji... nie wszystko stracone...
Z serduszka pozdrawiam.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Dziewczyna z pociągu
Wysłany: 2016-12-18 00:32:39
Przeczytałam. Nareszcie... i przyznaję szczerze... zmęczyłam... niestety.
Długo zbierałam się aby ją przeczytać, chciałam tylko aby minął ten cały BUUUM. No i jak już się uspokoiło pożyczyłam książkę od kolegi z pracy i zabrałam się do czytania i... hmmm.
Czytałam, i czytałam i czytałam... AAAA!! NIECHŻE SIĘ WRESZCIE COŚ ZACZNIE DZIAĆ!!!! Tak naprawdę moment kiedy mnie wciągnęło zaczął się gdzieś koło 250 strony. Czyli praktycznie sama końcówka.

Te trzy kobiety niesamowicie irytujące do bólu. Mam w głowie mętlik. Chciałabym je ocenić. Powiedzieć: alkoholiczka Rachel, paranoiczka Anna czy też rozchwiana emocjonalnie Megan... Ale każda miała jakiś powód żeby zachowywać się tak jak się zachowywały.
Dopiero potem się wszystko rozjaśnia.

I wszystko byłoby super, naprawdę, ale po prostu akcja za długo się rozkręcała, a to czasami zniechęca.
Jedyne co dla mnie na PLUS to narracja w pierwszej osobie.
Kto chce, niech czyta. Wolna wola.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Słońce wschodzi
Wysłany: 2016-12-18 00:23:05
Czytałam tę książeczkę już nie jeden raz. Pierwszy raz może jakieś 25 lat temu. Nie pamiętam. Zresztą to nie ważne. Ważne jest to, że pomimo upływu lat wywołuje to samo wzruszenie i tę samą tęsknotę.
Adaś ma dziewięć lat i mieszka w Warszawie. Mieszka z rodzicami, ma psa Brylka. Jest też pani Stasia, która opiekuje się Adamem .
Adaś to wrażliwy chłopiec. Pewne słowa wypowiedziane przez parę staruszków poruszyła w chłopcu pewną tęsknotę za... a zresztą oceńcie sami :
„ (...) „ Nie widać Waluś, nie widać Walercia, jak słonko wschodzi ” .
Przecież i ja, kiedy jestem na wsi u moich dziadków, to lubię, okropnie lubię wstawać raniutko, stanąć przy drewnianym płocie razem z nimi i z ich psem Muckiem i patrzeć jak słonko wschodzi.
Niebo jest wtedy czerwone, potem się coraz bardziej rozjaśnia, ptaki zaczynają trzepotać się i ćwierkać i powietrze jest takie jakieś smaczne, że chciałoby się wciągnąć je w siebie głęboko, aż do brzucha (...) „ str. 24
Ja mieszkam w mieście ale będąc dzieckiem wakacje spędzałam ( jak pewnie większość ) u dziadków na wsi. Dziś dziadków już nie ma, a chociaż czasami jeszcze tam jeżdżę to już nie jest i nie będzie to samo. Ale chodząc po sadzie słyszę wciąż jeszcze gdzieś nasz śmiech, widzę we wspomnieniach wchodzenie na drzewa, moczenie nóg w strumyku, czy próby wydojenia krowy ( oczywiście pod okiem babci ). Oglądanie właśnie wschodów i zachodów słońca, patrzenie także na gwiazdy w nocy... I czasami tak bardzo zaboli, że to już nie wróci... Czy Wy też tak macie? Tęsknicie czasami za tym czasem kiedy było się po prostu wolnym... biegało się na bosaka po trawie, a do szczęścia wystarczyła pajda chleba z masłem?
Książeczka jest malutka i cieniutka, można ją łyknąć we 2 godzinki. Naprawdę polecam. W szczególności nam mieszczuchom, którzy kiedyś spędzali wakacje u dziadków, a także tym, którzy po prostu kochają przyrodę.

I jeszcze taka mała refleksja, że starych drzew ( pomimo naprawdę dobrych chęci ) się nie przesadza.
„ (...) Tylko duszno nam w tym mieście było. Duszno i jakby ciasno. I choć miastowych sąsiadów nie zliczyć, to w mieście tak człowiekowi, jak na pustyni. I znikąd tam w mieście człowiek nie wypatrzy, jak słonko wschodzi, jak zachodzi. To my nie mogli przywyknąć, Lodzia.(...)” str. 79
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Kot dla początkujących
Wysłany: 2016-12-12 23:24:44
Niezła książka.

Jest to coś na kształt poradnika, ale każdy szanujący/a się Kociarz / Kociara już przerabiał/a osobiście pewne wpadki, które spotkały autorkę i sam/a wcześniej wyciągnął/a wnioski.
Czytając niektóre historyjki uśmiechałam się pod nosem, bo dobrze znałam to zachowanie...

Dziękuję autorce za rozdział o karmach ( za to, że je wymieniła ).

Niestety drażniły mnie trochę te filozoficzne gadki o ludzkim wnętrzu: jacy to jesteśmy nieszczęśliwi, zakompleksieni, kłamliwi itd itp ... rozumiem, że potrzebne to było by móc pokazać jak inny jest kot i jak my swoim zachowaniem możemy wpłynąć na nasze zwierzątko... ale było tego ( jak dla mnie ) stanowczo za dużo.
Nie podobało mi się powtarzanie pewnych sytuacji, nawet po kilka razy ( w niektórych momentach już gubiłam się, bo nie byłam pewna czy przypadkiem nie czytałam już tego rozdziału).

Poradnik może pomóc komuś kto dopiero się przymierza do przygarnięcia Kotula lub też jest świeżym właścicielem.
Dla pozostałych Kotomaniaków to może być po prostu niezła książka.

„ (...) Bo kot uczy się szybciej niż człowiek. I potrafi fantastycznie wytresować swojego człowieka.” Str. 361


„ Wcześniej myślałam, że człowiek ma kota.
Teraz wiem, że kot i człowiek mają siebie nawzajem.
Człowiek ma kota, a kot ma człowieka.
Także w tym sensie, że kot wychowuje swojego człowieka tak, żeby najlepiej spełniał jego oczekiwania.” Str. 363
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Ciało
Wysłany: 2016-12-12 23:10:56
Bardzo się ten morderca „ napracował” . Ukatrupił jedną osobę, następnie chcąc ukatrupić kolejną pozbawił życia ( już nie osobiście wprawdzie ) trzy kolejne osoby. Potem jeszcze do „ swojej” kolekcji nieboszczyków dołączył jeszcze jednego zastrzelonego... ( tym razem osobiście ). Pracowity drań.

Pani patolog sądowy – Kat Novak. Strasznie wkurzająca osoba.
Jak tak sobie czytałam ten wątek między Kat a Adamem, nie mogłam się oprzeć ważeniu, że już gdzieś to czytałam. I? ... Nie. Nie czytałam, ale podobne relacje panowały między Eve a Roarkiem z książek Nory Roberts „ In Death” .
Też – on – bogaty i szalenie przystojny, ona – niezbyt zamożna i irytująca do bólu...
Koniec końców. Czy to dobra książka? Dobra, ale troszkę przekombinowana.

Wielbicielom Tess Gerritsen nie powinno to przeszkadzać.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Kot Bob i ja : jak kocur i człowiek znaleźli szczęście na ulicy
Wysłany: 2016-12-06 22:33:59
Rudy kotek najzwyczajniej w świecie po prostu wiedział, kto jest jego bratnią duszą... I zaopiekował się Jamesem, a James zaopiekował się Bobem.
Jako kociara no po prostu musiałam przeczytać...
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Dasz radę : ostatnia rozmowa
Wysłany: 2016-12-06 22:22:07
Zaczęłam od końca.
Ostatnia rozmowa.
Ostatnie pytania – ostanie odpowiedzi. Nie zgadzałam się z niektórymi wypowiedziami, ale cóż ja jestem tylko prostym człowiekiem. Nie ma we mnie tej Boskiej mądrości co miał ją Ksiądz Jan.
Księże Janie Mam nadzieję, że jesteś już wolny od bólu i odpoczywasz sobie na białej chmurce i nie bardzo przejmujesz się nami, tu na dole. Damy radę. Nie martw się. Odpoczywaj, może kiedyś... jak zasłużymy to się spotkamy.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Altana
Wysłany: 2016-12-06 22:13:19
Książka chociaż dotyka tak smutnego tematu, jakim jest powódź z 1997 roku, jest lekka i przyjemna w odbiorze... A to za sprawą sympatycznej pary – Maksa i Marii . Emerytowany strażak i emerytowana lekarka. Zabawne sytuacje tego starszego małżeństwa bawią do łez:
„ (...) odkąd jednak pojawiły się bóle kręgosłupa i Maria wysłała męża do ortopedy, który z kolei skierował go na fizjoterapię, gimnastyka stała się codziennością.(...) Zajęcia prowadziła sympatyczna trenerka około pięćdziesiątki. Tak sympatyczna, że niemal od razu przyjął postawę samca w tańcu godowym.(...) Niestety, gdy doszło do ćwiczeń, okazało się, że taniec godowy przeradzał się w rachityczne podrygiwania emerytowanego bywalca barów mlecznych(...) ” str.10
Są naprawdę fantastyczni... Sama chciałabym spotkać kogoś takiego właśnie i mieć na starość takiego przyjaciela przy boku.

Bardzo pięknie też pokazana jest ludzka solidarność podczas takich tragedii. Potrafimy się zjednoczyć, zebrać się razem i sobie pomagać.
Ale jest też i ciemna strona niektórych „ pomocników” – kradzież produktów przeznaczonych dla powodzian i to głupie tłumaczenie:
„ (...) Cały pokój aż po sufit wypełniony był zgrzewkami wody mineralnej, paletami konserw, kocami, pościelą, poduszkami, śpiworami i innym dobrem (...)
– To z darów dla powodzian, tak?
- Dla powodzian, dla powodzian! – zdenerwowany podniósł głos – Wszystko dla powodzian! A my to co, też biedni ludzie, a czy nam ktoś w życiu choć raz pomógł?! (...)
- Ci ludzie nie mają niczego, stracili wszystko!
- A ja co mam?! (...) Poprzedni rok calutki na zasiłku dla bezrobotnych byłem! A mój staruszek, to bez naszej pomocy z głodu by zmarł. A on partyzant, zasłużony, odznaczony (...) I nic, pani doktor, kogo to dziś obchodzi, że on o tej kraj walczył? (...)
Maria nie odpowiedziała. Zarzuciła plecak na ramię, wzięła torbę lekarską na ramię i wyszła. (...)” str. 240
Przykre, ale pewnie były i takie przypadki…

Co do całości... naprawdę polecam.
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Artystka wędrowna
Wysłany: 2016-12-06 22:04:40
Wiem, że kochana autorka poprosiła oby o to by nie podchodzić zbyt poważnie do tej książki, ale jakoś nie mogę.
Ta Adela - no cóż nie powiem żebym polubiła wędrowną artystkę. Potwornie mnie wkurzała. Najbardziej drażniły mnie te jej pienia pochwalne na temat Tymona, męża Wiktorii. Poza tym te zachwyty nad swoimi wielbicielami: a to Franc, a to Wowa... No nie lubię kobiety i tyle!!!
Pani profesor Katarzyna też troszeczkę działała mi na uzębienie.
No i sama Wiktoria znana już z Zapisków stanu poważnego. Ciężko jest być matką, żoną i kochanką i ... kobietą pracującą. I do tego, jeżeli drogi rodzic jeszcze powie swoje prorocze wizje i to w tak delikatny sposób w jaki zrobił to „ tatuś” Wiktorii to można popaść z lekka w paranoję...
Na szczęście jak to się dzieje w książkach Pani Moniki wszystko się dobrze kończy.

I tak na koniec... nie bardzo mi się podobała ta książeczka... może inne złapią za serducho...
Bezunia



Posty:197
Dotyczy: Teatr niewidzialnych dzieci
Wysłany: 2016-12-06 21:50:52
Kolejna książeczka, której „ akcja” rozgrywa się w latach 80tych. Ale tu już nie jest tak różowo jak w „ Zielonym jabłuszku” Izabeli Sowy. Tutaj mamy Dom Dziecka, Solidarność, 13-ty grudnia 1981-tego roku... no i na bardzo krótko, ale jednak istotne dla tej historii – ZOMO.

Panie Marcinie dlaczego Pana książki dla dzieci tak bardzo chwytają mnie za serce. Bo są pisane tak prosto i tak szczerze jak proste i szczere jest dziecko? A może dlatego, że choć o trudnych sprawach są pisane łatwym językiem?
Nie jestem jednak do końca przekonana czy " dziesięć + " jest dobrą granicą wiekową od której to dzieciaczki mogą zacząć czytać tę historię. Ale... może się mylę.

To opowieść z tych słodko – gorzkich.
O dziecięcej wyobraźni i wrażliwości, o przyjaźni, o stracie i wreszcie o śmierci.
Trochę śmiechu, trochę łez...
Nie chcę zdradzać za dużo... Przeczytajcie i oceńcie sami... bo w końcu...
Ile ludzi, tyle opinii.

2009-18 | Odwiedzin: 3010778, dzisiaj: 320 | Obecnie Gościmy: 27 | Logowań na konto: 338152, dzisiaj: 2 | Pozycji zamówionych: 8 | Pozycji zarezerwowanych: 3304
Pracuje w oparciu o SYSTEM BIBLIOTECZNY MATEUSZ | Designed by Sliffka