Nasz profil na Facebook
  MBP
 
 
KOMENTARZE WPISANE PRZEZ: Bezunia


Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Do trzech razy Natalie
Wysłany: 2017-02-25 17:05:51
- Gdzie diabeł nie może, tam… Sucharskie pośle -
Miało być super śmiesznie, a było tylko śmiesznie.

Zacznę może od dzieci... cofam moje wcześniejsze porównanie Anielki i Przemka do Janeczki i Pawełka od Pani Chmielewskiej. Przemek jeszcze ujdzie ( po prostu ciapa, ale cóż ... w domu dominują kobiety i to nie byle jakie ... to Natalie!!! ), ale Anielka... mała podła żmija... Nawet taka ilość Natalii( i ich matek ), nie tłumaczy takiego charakteru - nie lubię jej.

Co do samych Natalii... jak zwykle nie obeszło się bez wściubiania nosa w nie swoje sprawy... ale już nie było tak śmiesznie tak jak w poprzednich częściach... czegoś mi zabrakło... a może to Ci źli – mordercy i złodzieje - sprawili, że książka wydała się bardziej kryminałem niż komedią kryminalną ( o ile taki gatunek istnieje ). Sama nie wiem.
Mam jednak nadzieję, że spotkam się jeszcze kiedyś z siostrami Sucharskim, może już starszymi ( może już babciami Sucharskimi?! ) i że będzie równie wesoło jak w części pierwszej...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Szeptucha
Wysłany: 2017-02-25 16:43:34
Pomysł na książkę naprawdę super. Gorzej z głównymi bohaterami.
Gosława – Gosia... RANY!!! Że - tak - powiem, zakrzyknę wręcz – O -- BO – GO - WIE!!!
Naprawdę???!!! 24 letnia ( o ile dobrze pamiętam ) dziewczyna zachowująca się jak napalona nastolatka, której życiem rządzą hormony... Naprawdę chodzi tam o miłość?! Bo ja raczej zauważyłam pożądanie ( żeby nie powiedzieć nieładnie – chuć ). To, że Gosia jest niezdara - nie będę czepiać. Sama często się potykam i o coś rozbijam. Ale ta hipochondria i różne fobie u przyszłej lekarki??!! Nie wróżę kariery.
Nie wierzy w bogów ale bezustannie ich wzywa.
Aaaaa !!! Ależ miałam ochotę ją p... pstryknąć !!!!
Mieszko – no niestety, ale NIE. Drogie panie... coś jest nie tak z tym facetem ( pomijam już fakt, że jest nieśmiertelny i że w przeszłości dość brutalny ). Zresztą ostatnia strona pokazała, że chyba mam dobre przeczucia. I czy naprawdę takie miał twarde te bicepsy? Zawsze gdy niósł Gosię na rękach wbijały jej się w plecy. Z drewna były czy jak?!

Szeptucha – Baba Jaga – najbardziej przypadła mi do gustu. Mądra kobieta... Taka Babka z „ Rancza” .
Hmmm a bogowie... no cóż... wcale mnie nie dziwi, że są bezlitośni i tylko o sobie i tylko dla siebie... (trochę przypominają greckich lub rzymskich bogów... lub dzisiejszych polityków).

Co daje na plus tej książeczce? To że akcja rozgrywa się w Świętokrzyskim... znam te rejony... to moje miasto i moje okolice.

Zabrakło jednak jeszcze takiego małego słowniczka na końcu książki, który by choć trochę wyjaśniał kto jest kim z nadprzyrodzonych i te miejsca święte np. Weles, Świętowit, Wyraj, Nawa itp. Ciągłe zaglądanie do Wikipedii, żeby sprawdzić odrywało mnie niepotrzebnie od książki i dodatkowo rozpraszało ( niby w książce wynikało to z treści, ale jakoś nie zawsze byłam w stanie to ogarnąć) Byłoby fajnie zajrzeć tylko na tył książki i już.

Dobra. Wiem, wiem czepiam się...

Gdyby nie to i nie głupota głównej bohaterki to książka byłaby naprawdę super, a tak to tylko dobra. Mimo to przeczytam część drugą, bo a nuż Gosława nabierze trochę rozumu...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Pustułka
Wysłany: 2017-02-25 16:22:47
Powiedziałabym O M G !! Ci ludzie... ta rodzinka!!! Strzeż mnie Panie!!! Co to forsa robi z ludźmi... Wstrętni, wręcz obrzydliwi...
Pytanie - kto z nich zabija ?
Jest sobie wyspa... ktoś ginie, potem ginie kolejna osoba ... i kolejna ... i kolejna ... a morderca jest wśród pozostałych osób będących na wyspie.
Znacie ten schemat? Podobnie dzieje się w powieściach Pani Agathy Christie ( i nie jestem pierwszą osobą, która to zauważyła ). Ale, ale... co tu się dziwić... to doskonały schemat na napisanie kryminału.
Co do samej książki to naprawdę niezły kryminał, trochę zbrzydza cię rodzinka, ale tak poza tym nie ma się do czego przyczepić. Zakończenie jest rzeczywiście zaskakujące, (wprawdzie tak gdzieś od 39 rozdziału miałam już podejrzenia kto jest mordercą, ale takiego finału się nie spodziewałam).
Trochę mi jeszcze zabrakło pewnych wyjaśnień, ale... ujdzie jak na pierwszy kryminał tej autorki.
Mimo paru niedociągnięć – polecam. Bo najlepiej przekonać się samemu.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: 220 linii
Wysłany: 2017-02-25 16:09:32
Część druga „ 110 ulic ” przeczytana jeszcze w 2016 i dużo szybciej niż ta pierwsza. Akcja skupia się na młodszym z braci...

Fajniejsza niż "110 ulic", ale tylko tyle - fajniejsza...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: 110 ulic
Wysłany: 2017-02-25 16:03:53
Przeczytane? Nie do końca...
Czytałam i czytałam i czytałam i... nie skończyłam....nie moje klimaty...

Może kiedyś do niej wrócę, ale nie prędko...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Dziewczyna z pociągu
Wysłany: 2016-12-18 01:04:59
HA!! Okazuje się, że my też mamy swoją rodzimą dziewczynę z pociągu. Choć tutaj jest inaczej. Żadnego morderstwa, żadnych pijaczek, paranoiczek czy rozchwianych emocjonalnie kobiet.
Są takie książki, które są jak strzała prosto w serce. Kończysz i masz taki uśmiech na twarzy i taką lekkość w sercu… i jest Ci tak dobrze. Taka jest właśnie ta książeczka.
To historia nauczyciela – Janka Tyma. Zwolniony z pracy, bez kasy i głodny, sięga dna. Kradnie portfel. Portfel nie należy do byle szaraczka, ale wielkiej szychy. Dyrektora pisma „ Szmaciak ” .
Dzięki pomocy swojego dawnego ucznia pan nauczyciel wychodzi z paki. Mało tego zostaje zatrudniony na próbę w owym „ Szmaciaku ” . Bierze sobie za cel do obsmarowania młodą mistrzynię Polski w biegach narciarskich, która zajęła ostatnie miejsce w turnieju.
Jan udaję się do wioski w której to owa „ nieszczęsna” mieszka. To maleńka wioska ( bardzo biedna), prawie pod ruską granicą . Oczywiście nie mówiąc nikomu kim jest zaskarbia sobie serce pewnej ślicznej dziewczyny z pociągu oraz paru innych osób w Zalesinku.
Z początku nie miałam dobrego zdania o głównym bohaterze. Tak bardzo płytki mi się wydawał. Lecz Janek im dłużej przebywał wśród ludzi z wioski: sióstr Lipińskich czy brata Dominika zmieniał się. Może to sprawiła ta maleńka wioska i ludzie w niej żyjący, może brat Dominik a może miłość do Mili. A może wszystko naraz...
Ci ludzie, ta mała społeczność z bratem Dominikiem na czele... uświadomiło mi, że czasami brakuje nam teraz ( wciąż zabieganym, tylko wokół siebie i rodziny, pracy - czasami na kilka etatów) odrobiny człowieczeństwa. Takiego zwykłego odruchu bycia bratem dla swojego sąsiada.
Rodzinka Lipińskich nie znała Janka, wiedziała tylko, że jest znajomym ich sąsiadki a przyjęła go jak swojego... zaufali mu. Prezent dla braciszka zakonnego... na który złożyły się dwie wioski... ( D - zaiste to musiał być człowiek o wielkim sercu skoro tyle osób z takiej biedy się dołożyło swój grosz... )

Co jeszcze ujęło mnie w tej książeczce? Może Was to zdziwić, ale... zima. Tak zima... Ponieważ jestem lutową dziewczyną lubię zimę... A zima w książce jest naprawdę zimowa... Dużo, dużo, dużo śniegu i mróz... i słońce i zaspy śnieżne i zawieje... wiem, wiem. To może szokować -D ale „ każdy ma jakiegoś bzika ” .
Na tym skończę i nie zdradzę zakończenia, choć pewnie łatwo się domyślić... ale parę rzeczy pominęłam więc może dla tych co nie czytali książki a mimo to pokusili się o przeczytanie tej recenzji... nie wszystko stracone...
Z serduszka pozdrawiam.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Dziewczyna z pociągu
Wysłany: 2016-12-18 00:32:39
Przeczytałam. Nareszcie... i przyznaję szczerze... zmęczyłam... niestety.
Długo zbierałam się aby ją przeczytać, chciałam tylko aby minął ten cały BUUUM. No i jak już się uspokoiło pożyczyłam książkę od kolegi z pracy i zabrałam się do czytania i... hmmm.
Czytałam, i czytałam i czytałam... AAAA!! NIECHŻE SIĘ WRESZCIE COŚ ZACZNIE DZIAĆ!!!! Tak naprawdę moment kiedy mnie wciągnęło zaczął się gdzieś koło 250 strony. Czyli praktycznie sama końcówka.

Te trzy kobiety niesamowicie irytujące do bólu. Mam w głowie mętlik. Chciałabym je ocenić. Powiedzieć: alkoholiczka Rachel, paranoiczka Anna czy też rozchwiana emocjonalnie Megan... Ale każda miała jakiś powód żeby zachowywać się tak jak się zachowywały.
Dopiero potem się wszystko rozjaśnia.

I wszystko byłoby super, naprawdę, ale po prostu akcja za długo się rozkręcała, a to czasami zniechęca.
Jedyne co dla mnie na PLUS to narracja w pierwszej osobie.
Kto chce, niech czyta. Wolna wola.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Słońce wschodzi
Wysłany: 2016-12-18 00:23:05
Czytałam tę książeczkę już nie jeden raz. Pierwszy raz może jakieś 25 lat temu. Nie pamiętam. Zresztą to nie ważne. Ważne jest to, że pomimo upływu lat wywołuje to samo wzruszenie i tę samą tęsknotę.
Adaś ma dziewięć lat i mieszka w Warszawie. Mieszka z rodzicami, ma psa Brylka. Jest też pani Stasia, która opiekuje się Adamem .
Adaś to wrażliwy chłopiec. Pewne słowa wypowiedziane przez parę staruszków poruszyła w chłopcu pewną tęsknotę za... a zresztą oceńcie sami :
„ (...) „ Nie widać Waluś, nie widać Walercia, jak słonko wschodzi ” .
Przecież i ja, kiedy jestem na wsi u moich dziadków, to lubię, okropnie lubię wstawać raniutko, stanąć przy drewnianym płocie razem z nimi i z ich psem Muckiem i patrzeć jak słonko wschodzi.
Niebo jest wtedy czerwone, potem się coraz bardziej rozjaśnia, ptaki zaczynają trzepotać się i ćwierkać i powietrze jest takie jakieś smaczne, że chciałoby się wciągnąć je w siebie głęboko, aż do brzucha (...) „ str. 24
Ja mieszkam w mieście ale będąc dzieckiem wakacje spędzałam ( jak pewnie większość ) u dziadków na wsi. Dziś dziadków już nie ma, a chociaż czasami jeszcze tam jeżdżę to już nie jest i nie będzie to samo. Ale chodząc po sadzie słyszę wciąż jeszcze gdzieś nasz śmiech, widzę we wspomnieniach wchodzenie na drzewa, moczenie nóg w strumyku, czy próby wydojenia krowy ( oczywiście pod okiem babci ). Oglądanie właśnie wschodów i zachodów słońca, patrzenie także na gwiazdy w nocy... I czasami tak bardzo zaboli, że to już nie wróci... Czy Wy też tak macie? Tęsknicie czasami za tym czasem kiedy było się po prostu wolnym... biegało się na bosaka po trawie, a do szczęścia wystarczyła pajda chleba z masłem?
Książeczka jest malutka i cieniutka, można ją łyknąć we 2 godzinki. Naprawdę polecam. W szczególności nam mieszczuchom, którzy kiedyś spędzali wakacje u dziadków, a także tym, którzy po prostu kochają przyrodę.

I jeszcze taka mała refleksja, że starych drzew ( pomimo naprawdę dobrych chęci ) się nie przesadza.
„ (...) Tylko duszno nam w tym mieście było. Duszno i jakby ciasno. I choć miastowych sąsiadów nie zliczyć, to w mieście tak człowiekowi, jak na pustyni. I znikąd tam w mieście człowiek nie wypatrzy, jak słonko wschodzi, jak zachodzi. To my nie mogli przywyknąć, Lodzia.(...)” str. 79
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Kot dla początkujących
Wysłany: 2016-12-12 23:24:44
Niezła książka.

Jest to coś na kształt poradnika, ale każdy szanujący/a się Kociarz / Kociara już przerabiał/a osobiście pewne wpadki, które spotkały autorkę i sam/a wcześniej wyciągnął/a wnioski.
Czytając niektóre historyjki uśmiechałam się pod nosem, bo dobrze znałam to zachowanie...

Dziękuję autorce za rozdział o karmach ( za to, że je wymieniła ).

Niestety drażniły mnie trochę te filozoficzne gadki o ludzkim wnętrzu: jacy to jesteśmy nieszczęśliwi, zakompleksieni, kłamliwi itd itp ... rozumiem, że potrzebne to było by móc pokazać jak inny jest kot i jak my swoim zachowaniem możemy wpłynąć na nasze zwierzątko... ale było tego ( jak dla mnie ) stanowczo za dużo.
Nie podobało mi się powtarzanie pewnych sytuacji, nawet po kilka razy ( w niektórych momentach już gubiłam się, bo nie byłam pewna czy przypadkiem nie czytałam już tego rozdziału).

Poradnik może pomóc komuś kto dopiero się przymierza do przygarnięcia Kotula lub też jest świeżym właścicielem.
Dla pozostałych Kotomaniaków to może być po prostu niezła książka.

„ (...) Bo kot uczy się szybciej niż człowiek. I potrafi fantastycznie wytresować swojego człowieka.” Str. 361


„ Wcześniej myślałam, że człowiek ma kota.
Teraz wiem, że kot i człowiek mają siebie nawzajem.
Człowiek ma kota, a kot ma człowieka.
Także w tym sensie, że kot wychowuje swojego człowieka tak, żeby najlepiej spełniał jego oczekiwania.” Str. 363
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Ciało
Wysłany: 2016-12-12 23:10:56
Bardzo się ten morderca „ napracował” . Ukatrupił jedną osobę, następnie chcąc ukatrupić kolejną pozbawił życia ( już nie osobiście wprawdzie ) trzy kolejne osoby. Potem jeszcze do „ swojej” kolekcji nieboszczyków dołączył jeszcze jednego zastrzelonego... ( tym razem osobiście ). Pracowity drań.

Pani patolog sądowy – Kat Novak. Strasznie wkurzająca osoba.
Jak tak sobie czytałam ten wątek między Kat a Adamem, nie mogłam się oprzeć ważeniu, że już gdzieś to czytałam. I? ... Nie. Nie czytałam, ale podobne relacje panowały między Eve a Roarkiem z książek Nory Roberts „ In Death” .
Też – on – bogaty i szalenie przystojny, ona – niezbyt zamożna i irytująca do bólu...
Koniec końców. Czy to dobra książka? Dobra, ale troszkę przekombinowana.

Wielbicielom Tess Gerritsen nie powinno to przeszkadzać.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Kot Bob i ja : jak kocur i człowiek znaleźli szczęście na ulicy
Wysłany: 2016-12-06 22:33:59
Rudy kotek najzwyczajniej w świecie po prostu wiedział, kto jest jego bratnią duszą... I zaopiekował się Jamesem, a James zaopiekował się Bobem.
Jako kociara no po prostu musiałam przeczytać...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Dasz radę : ostatnia rozmowa
Wysłany: 2016-12-06 22:22:07
Zaczęłam od końca.
Ostatnia rozmowa.
Ostatnie pytania – ostanie odpowiedzi. Nie zgadzałam się z niektórymi wypowiedziami, ale cóż ja jestem tylko prostym człowiekiem. Nie ma we mnie tej Boskiej mądrości co miał ją Ksiądz Jan.
Księże Janie Mam nadzieję, że jesteś już wolny od bólu i odpoczywasz sobie na białej chmurce i nie bardzo przejmujesz się nami, tu na dole. Damy radę. Nie martw się. Odpoczywaj, może kiedyś... jak zasłużymy to się spotkamy.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Altana
Wysłany: 2016-12-06 22:13:19
Książka chociaż dotyka tak smutnego tematu, jakim jest powódź z 1997 roku, jest lekka i przyjemna w odbiorze... A to za sprawą sympatycznej pary – Maksa i Marii . Emerytowany strażak i emerytowana lekarka. Zabawne sytuacje tego starszego małżeństwa bawią do łez:
„ (...) odkąd jednak pojawiły się bóle kręgosłupa i Maria wysłała męża do ortopedy, który z kolei skierował go na fizjoterapię, gimnastyka stała się codziennością.(...) Zajęcia prowadziła sympatyczna trenerka około pięćdziesiątki. Tak sympatyczna, że niemal od razu przyjął postawę samca w tańcu godowym.(...) Niestety, gdy doszło do ćwiczeń, okazało się, że taniec godowy przeradzał się w rachityczne podrygiwania emerytowanego bywalca barów mlecznych(...) ” str.10
Są naprawdę fantastyczni... Sama chciałabym spotkać kogoś takiego właśnie i mieć na starość takiego przyjaciela przy boku.

Bardzo pięknie też pokazana jest ludzka solidarność podczas takich tragedii. Potrafimy się zjednoczyć, zebrać się razem i sobie pomagać.
Ale jest też i ciemna strona niektórych „ pomocników” – kradzież produktów przeznaczonych dla powodzian i to głupie tłumaczenie:
„ (...) Cały pokój aż po sufit wypełniony był zgrzewkami wody mineralnej, paletami konserw, kocami, pościelą, poduszkami, śpiworami i innym dobrem (...)
– To z darów dla powodzian, tak?
- Dla powodzian, dla powodzian! – zdenerwowany podniósł głos – Wszystko dla powodzian! A my to co, też biedni ludzie, a czy nam ktoś w życiu choć raz pomógł?! (...)
- Ci ludzie nie mają niczego, stracili wszystko!
- A ja co mam?! (...) Poprzedni rok calutki na zasiłku dla bezrobotnych byłem! A mój staruszek, to bez naszej pomocy z głodu by zmarł. A on partyzant, zasłużony, odznaczony (...) I nic, pani doktor, kogo to dziś obchodzi, że on o tej kraj walczył? (...)
Maria nie odpowiedziała. Zarzuciła plecak na ramię, wzięła torbę lekarską na ramię i wyszła. (...)” str. 240
Przykre, ale pewnie były i takie przypadki…

Co do całości... naprawdę polecam.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Artystka wędrowna
Wysłany: 2016-12-06 22:04:40
Wiem, że kochana autorka poprosiła oby o to by nie podchodzić zbyt poważnie do tej książki, ale jakoś nie mogę.
Ta Adela - no cóż nie powiem żebym polubiła wędrowną artystkę. Potwornie mnie wkurzała. Najbardziej drażniły mnie te jej pienia pochwalne na temat Tymona, męża Wiktorii. Poza tym te zachwyty nad swoimi wielbicielami: a to Franc, a to Wowa... No nie lubię kobiety i tyle!!!
Pani profesor Katarzyna też troszeczkę działała mi na uzębienie.
No i sama Wiktoria znana już z Zapisków stanu poważnego. Ciężko jest być matką, żoną i kochanką i ... kobietą pracującą. I do tego, jeżeli drogi rodzic jeszcze powie swoje prorocze wizje i to w tak delikatny sposób w jaki zrobił to „ tatuś” Wiktorii to można popaść z lekka w paranoję...
Na szczęście jak to się dzieje w książkach Pani Moniki wszystko się dobrze kończy.

I tak na koniec... nie bardzo mi się podobała ta książeczka... może inne złapią za serducho...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Teatr niewidzialnych dzieci
Wysłany: 2016-12-06 21:50:52
Kolejna książeczka, której „ akcja” rozgrywa się w latach 80tych. Ale tu już nie jest tak różowo jak w „ Zielonym jabłuszku” Izabeli Sowy. Tutaj mamy Dom Dziecka, Solidarność, 13-ty grudnia 1981-tego roku... no i na bardzo krótko, ale jednak istotne dla tej historii – ZOMO.

Panie Marcinie dlaczego Pana książki dla dzieci tak bardzo chwytają mnie za serce. Bo są pisane tak prosto i tak szczerze jak proste i szczere jest dziecko? A może dlatego, że choć o trudnych sprawach są pisane łatwym językiem?
Nie jestem jednak do końca przekonana czy " dziesięć + " jest dobrą granicą wiekową od której to dzieciaczki mogą zacząć czytać tę historię. Ale... może się mylę.

To opowieść z tych słodko – gorzkich.
O dziecięcej wyobraźni i wrażliwości, o przyjaźni, o stracie i wreszcie o śmierci.
Trochę śmiechu, trochę łez...
Nie chcę zdradzać za dużo... Przeczytajcie i oceńcie sami... bo w końcu...
Ile ludzi, tyle opinii.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Zielone jabłuszko
Wysłany: 2016-11-23 18:31:54
Przeczytane – super!
Rzecz dzieje się w latach 80tych. Tak, tak – to moje lata młodości. Dlatego książka przeczytana z pewnym sentymentem.
Tyle rzeczy podobało mi się w tej książce... Nastolatka opowiadająca swojemu idolowi ( w tej roli Limal ) o najważniejszych wydarzeniach w jej życiu.
Dzięki temu, że opowiada to właśnie młoda dziewczyna i to że dzieje się to właśnie w latach mojej młodości poczułam się jakbym podróżowała w wehikule czasu...
Oczywiście życie Ani Kropelki - głównej bohaterki książki wcale nie było ( takie albo tylko ) różowe...
Jej mama ( którą Ania przez długi czas uważała za swoją siostrę !?! ) wyemigrowała do Stanów, tata ... no właśnie... tata... ale o tym SZAAA!... Dziadek, Babcia i Prababcia, sąsiadka i jej mąż, przyjaciel Bolek ( utalentowany plastycznie ), pan instruktor jazdy, wychowawca klasowy – Kojak. No i reszta – klasa i ta Nowa – Ewelina, która namiesza...
Życie da Ani małą lekcję pokory... Ale na szczęście dziewczyna ma rodzinę i przyjaciół - tych prawdziwych...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Kłamstwa
Wysłany: 2016-11-14 23:22:21
Kłamstwa, kłamstewka. Tajemnice, niedopowiedzenia, ukryte żale, wyrzuty sumienia, obwinianie się.
Dwie siostry... tak różne... Denerwowały mnie...

Co do życia na Przystani Księżycówce... czytając te fragmenty miałam wrażenie jakbym przenosiła się w inny czas...

Zakończenie? Nie kupuje tego... Uważam, że autorka mogła się bardziej postarać...
Jeśli miałabym ocenić całość ( jest to moja trzecia książka tej autorki ) to mogę powiedzieć, że choć czytało się ją najszybciej, to zajmuje drugie miejsce.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Zapiski stanu poważnego
Wysłany: 2016-11-14 22:54:51
Pewna pani redaktor i życie telewizyjne od środka. Nie tak łatwo, nie tak prosto. W rzeczywistości niezła harówa.

Wiktoria Sokołowska – zapracowana singielka w niezaplanowanej ciąży.

Dwie rzeczy mi się nie podobały.

To, że pani redaktor – Wika – nie wiedziała z początku z kim to owe dziecię będzie miała. No dobra bywa i tak. Natomiast to, że poszła do łóżka z żonatym mężczyzną ( mając pełną świadomość tego że jest żonaty ) to już było nie fajne. Nie świadczy to dobrze o naszej bohaterce.
No i druga rzecz... Picie alkoholu w ciąży!!!!
Pani autorko – Moniko – siedząca pewnie już teraz na miękkich chmurkach w Niebiosach... Bardzo Cię lubię... ale - ZLITUJ SIĘ!!! Pisanie o tym – nawet jeśli to fikcja – było błędem. Bardzo mnie to raziło. Nie podobało mi się!!! Dlatego z dużym bólem serca - duży minus!!!!

PLUS za fajnie i ciekawie opisaną pracę w telewizji i tworzenie programów na żywo.

Gdyby nie te dwie uwagi byłaby to bardzo dobra książeczka... a tak tyko dobra...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Sosnowe dziedzictwo
Wysłany: 2016-11-14 22:46:29
Fajna opowiastka o dziewczynie, która dziedziczy dworek po przodkach.

Oczywiście jak to bywa... jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził... i w efekcie książka ta ma wielbicieli jak i takich którzy uważają że ta książka jest do bani.
Zgoda... nie jest to literatura wysokich lotów. Wszystko przesłodzone do granic, tak bardzo naiwne i wszystko układa się głównej bohaterce wręcz bajecznie... ale przecież to tylko książka... i całkiem możliwe, że taka właśnie miała być – naiwna i słodka.
Ale ... Ludzie ile ja bym dała za taki dworek ... w takiej okolicy.
Wiem, że to niemożliwe, więc sobie chociaż o tym poczytam.
Zgadzam się też z tym, że dużo fragmentów się powtarza, ale jakoś nie specjalnie mi to przeszkadzało. Ponieważ troszkę mi zeszło z czytaniem, to nawet fajnie, że autorka się powtarzała, bo dzięki temu nie musiałam wertować książki wstecz.
Podobały mi się też fragmenty o przodkach Anny.

Ogólnie rzecz biorąc – jestem na TAK
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Zanim umrę
Wysłany: 2016-11-14 22:38:35
To trudna opowieść o umieraniu bardzo młodziutkiej osoby, bardzo zbuntowanej i nie zgadzającej się z wyrokiem losu...
„ Marzę o tym, by tańczyć tak szybko, żeby moje włosy urosły do ziemi i żebym mogła je sobie przydeptywać” (str. 12) Ot takie dziwne marzenie. Dziwne? Nie dla kogoś dla kogo nie ma już nadziei.
Tessa ma 16 lat i umiera. Tworzy listę rzeczy, które chce zrobić przed śmiercią. I nie są to rzeczy, które robiłaby grzeczna dziewczynka: sex, narkotyki, łamanie prawa...
W Tessie jest dużo gniewu, złości. Jest wręcz wściekła. Nie chce umierać. I to nie dziwi. Lecz w tej swojej wściekłości rani wszystkich wkoło... ale siebie chyba najbardziej.
Z początku ta dziewczyna bardzo mnie drażniła:
- Dlaczego marnujesz czas na takie durne, płytkie rzeczy Tesso?!
- Dlaczego ranisz swoich bliskich?!
Później... Tessa poznaje Adama... i ta historia zaczyna się zmieniać... W Tessie wciąż jest wiele złości, ale poznaje też nowe uczucie – miłość – ( 8 punkt z listy). Chyba wtedy zaczął zmieniać się mój stosunek do niej.
Ostatnie rozdziały to umieranie Tessy, i chyba po trochu godzenie się z losem.

Przykre kiedy odchodzi ktoś kogo kochamy. Jeszcze bardziej boli, kiedy jest to dziecko. Jak sobie radzić ze startą… siostry, brata, ojca, matki, córki, chłopaka, dziewczyny, przyjaciółki…
Książka nie daje jednoznacznej odpowiedzi, ale... chyba trzeba dalej żyć... i cieszyć się tym życiem.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Drugi przekręt Natalii
Wysłany: 2016-09-01 23:37:07
No tak... Teraz już wiem na pewno. To wariatki!!!
Na pewno też nie chciałabym mieć w nich wroga... i nie jestem pewna czy chciałabym się spotkać ( nawet przypadkiem ) z całą piątką naraz... Poważnie obawiałabym się o stan mojego umysłu...
Czytało się szybciutko... Czy było zabawnie? Pewnie, że było, ale już nie tak jak w pierwszej części...
Czasami miałam wrażenie, że Natalie stały się troszeczkę chciwe... Jakbym miała taką kasę na koncie... to na chusteczkę mi jeszcze te brylanty?! A jakbym jeszcze odkryła, że jestem w ciąży to już tym bardziej bym się nie łasiła na kasę przez którą mogliby mnie zabić...
Co do reszty... Nie żałuję, że przeczytałam i polecam tym, którzy lubią styl Pani Rudnickiej

Ps. Te dzieciaki Natalii... te z piekła rodem... zupełnie jakbym miała przed oczami Janeczkę i Pawełka od Pani Chmielewskiej -)
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Dziękuję za wspomnienia
Wysłany: 2016-08-13 20:36:10
Tej książki raczej nie powinny czytać kobiety po poronieniu, gdyż początek może być dla nich przykry. Główna bohaterka spada ze schodów i traci długo wyczekiwaną ciążę. Teraz już nie ma szans żeby dłużej walczyć o małżeństwo, które i tak powoli stawało się fikcją. W ten oto sposób Joyce wraca do rodzinnego domu, i zamieszkuje razem ze swoim tatą.
Jest jeszcze Justin ( który początkowo zrobił na mnie wrażenie bufona ). Justin oddał krew na miesiąc przed wypadkiem Joyce...
Jak więc już łatwo się domyśleć tych dwoje coś połączy. Czy będzie nutka tej tajemniczej nierealności ( która kojarzy mi się ze stylem pisania pana Musso)? Oczywiście, że będzie. Ale... coś nie do końca mi zagrało... Mogło być lepiej.
Po prostu FAJNA i tyle...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Powrót do Poziomki
Wysłany: 2016-08-04 21:35:59
Druga część przygód Ewy i bliskich jej ludzi.
Nie podobała mi się za bardzo ta część. Zachowanie Ewy drażniło mnie.
Poruszyła natomiast historia Joasi - opiekunki córeczki Ewy.
Co do całości – no niestety nie utrzymała poziomu części pierwszej ( ale to tylko moja opinia ). Pozdrawiam.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Przeznaczenie znajdzie drogę
Wysłany: 2016-08-01 22:36:31
Hmmm... skończyłam albo raczej zmęczyłam... Tak fajnie się żarło ... i zdechło.

Co do całości serii. Z tomu na tom niestety było coraz gorzej. Nie utrzymał poziomu... nawet przypadki w klinice ( to co tak mi się podobało ) go nie uratowały. Niestety jestem na: NIE.

Ale dodam tylko jeden mały cytat: „ Zwierzęta może i są trudne, ale problem polega głównie na niedojrzałości ich właścicieli” ( str. 117 )
Cała moja opinia na: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/258847/przeznaczenie-znajdzie-droge
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Hiszpański kot
Wysłany: 2016-08-01 22:13:02
Druga część za mną. Trochę opornie mi to szło.
Ta książka dzieli się na dwie części.
Pierwsza: opisuje życie codzienne i problemy Wojtka: matura Mikołaja, trudni właściciele pupili, chore zwierzaczki, problemy z Megakliniką.
Druga część to już w Hiszpanii. Wojtek pojechał do Agi. Ma nadzieję na wspólnie spędzony czas z ukochaną i przy okazji nadzieję na rozwiązanie tajemnicy SILVA RERUM. Hiszpania… piękna!!! ... Ale nie mogłam się jakoś skupić… ani na widokowych opisach, ani na tajemniczej historii przodka Anzelma. Wszystko było tak rozwlekłe i poplątane. Dopiero w cztery ostatnie rozdziały zaczynają tę akcję przyspieszać. Ciekawie się kończy i zachęca do sięgnięcia po tom trzeci.

Tom drugi trochę słabszy od jedynki... pomimo pięknych opisów słonecznej Hiszpanii.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Natalii 5
Wysłany: 2016-07-22 23:15:25
A to Diablice!
Pięć sióstr, pięć zołzowatych charakterków, pięć różnych temperamentów.
Ciekawa intryga, śmieszne dialogi, absurdalne sytuacje...
Do łez ze śmiechu doprowadzały mnie rozmowy sióstr z policjantami... a już ta sytuacja, gdzie zebrali się wszyscy naraz… HAHAHA -)

Gdybym tak miała zrobić sobie mały ranking od tej którą polubiłam najbardziej do tej którą najmniej, to wyglądałby tak:
1. Natka ( może i zahukana, może i lekko niezdarna, ale najbystrzejsza i najmniej agresywna, choć umiała czasami się odgryźć ),
2. Magda ( zadziorna, no i te tatuaże )
3. Anna ( może i sztywna, ale jakoś podobał mi się ten jej styl wysławiania się … ( czy ja jestem jakaś dziwna? )
4. Nata – przedostatnia... sama nie wiem czemu...
5. I Natalia. Dlaczego na końcu? Za nieustannie zrzędzenie i narzekanie: że bałagan, że nie będzie niczyją służącą itd., za szantaż dziećmi w zależności od sytuacji... „ w tym domu są dzieci, to są wspólne dzieci itd., itd. )
Ten ranking to tylko moja opinia -)

Troszkę brakowało mi „ tego czegoś ” co znalazłam w „ Zaciszu 13 ” , ale i tak zabawa była niezła.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Nieczynne do odwołania
Wysłany: 2016-07-22 22:53:02
No bo o zwierzętach!!! No jakże bym mogła nie przeczytać. Ale było jeszcze coś co zadecydowało o przeczytaniu tej serii: trzech autorów. Jak może „ brzmieć” książka napisana przez trzy osoby?
Całość nie jest zła... ale
Najbardziej podobały mi się te fragmenty w lecznicy… widać fachową rękę przy opisywaniu przypadków chorych zwierzaków lub też przeprowadzanych zabiegów.
Co mi nie pasowało: ten cały związek Wojtka z Agatą... to było jakieś takie... jak nie z tej historii, nie z tej bajki. Bardzo dobrze, że Wojtek znalazł kogoś... ale kompletnie mi nie pasowało do reszty... dopiero jakoś tak pod koniec zaczęło się wpasowywać. Ale i tak nie jestem przekonana. No i tu pojawia się pytanie: kto co pisał i kto się wpasował... a kto nie?
...
Śmierć rodziców. Tak nagle, gwałtownie. Pstryk i już ich nie ma... Wiem, że to tylko książka, ale dość mocno mną to tąpnęło... współczułam im.
Chłopcy? Hmmm...
Wojtek niby starszy ale miałam czasami wrażenie, że dojrzalszy jest właśnie Miki ten młodziak. Fakt: to jego podejście do nauki, ten jego blazerski styl: „ luzik stary mam wszystko pod kontrolą ” było trochę wkurzające… ale tak między Bogiem a prawdą: czy nam też w wieku lat 18 chciało się uczyć ( nawet jeśli matura była za pasem?)
No i Babcia Ina… kochany, dobry duszek tej rodziny.
A! I jest przecież jeszcze tajemnicza rodzinna pamiątka… SILVA RERUM... książeczka prz dząca z pokolenia na pokolenie, z tajemniczymi rycinami i zapiskami w obcym języku. Ciekawe jakie tajemnice się za tym kryją.
Całość książki oceniam na całkiem nieźle... ale zobaczymy co przyniosą kolejne tomy.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Domofon
Wysłany: 2016-07-16 23:30:46
Przeczytane. Czy się bałam? Troszeczkę. Może powinnam czytać tylko w nocy?
Na pewno nie mam oporów przed zejściem do piwnicy ani przed wejściem do windy.
Mocna, pokręcona historia mieszkańców bloku. Zakończenie zaskakuje. Polecam.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Opowieść ojca : przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu
Wysłany: 2016-07-16 23:26:44
Rupert Isaakson jest dziennikarzem i autorem kilku książek w tym przewodników turystycznych. Swego czasu zaangażował się również w walkę Buszmenów o odzyskanie zagarniętych terenów.

Rupert i Kristin są małżeństwem. Mają ślicznego synka – Rowana. Niestety chłopiec ma autyzm – obsesje, ataki agresji, bełkotanie lub lalia zamiast normalnej rozmowy, brak więzi emocjonalnej.
Dużo różnych badań, dużo różnych terapii ( nieudanych i baaaardzo drogich ).
Lecz coś się zdarzyło...
Podczas wizyty Buszmenów w L.A. odbył się też zjazd tradycyjnych uzdrowicieli, wodzów i szamanów. Na to spotkanie Rupert zabrał swoją żonę i syna. Rowan plątał się pośród tych wszystkich uzdrowicieli, niektórzy z nich dotykali głowy Rowana, jakby uzdrawiając go. Podczas tych dni kiedy trwał zlot Rowan wyciszył się, nawiązywał kontakt z otoczeniem i mówił. Niestety kiedy wrócili do domu nastąpił regres – wróciła agresja, bełkot, obsesje... z podwojoną siłą.
Chłopiec jednak w tym swoim zamkniętym światku potrafił nawiązać niezwykłą więź ze zwierzętami ( głównie końmi ). Wtedy znowu się zmieniał.

I tu tak naprawdę zaczyna się opowieść.
Rupert chcąc ratować swojej dziecko, postawił wszystko na jedną kartę i wyruszył z żoną, synem, przewodnikami i ekipą filmową w podróż do Mongolii, krainy szamanów i dzikich koni.
Niezwykła książka o podróży po uzdrowienie.
Progres – regres i znowu progres. I ponownie regres. I tak w kółko. Jazda bez trzymanki na rollerkosterze. A w tym wszystkim lęk, że może to wszystko jednak na próżno.

Rupert opisuje w swojej książce także jak wygląda życie z chorym dzieckiem, a także reakcje niektórych ludzi na ataki Rowana, rzucanie się na ziemię i uderzanie głową, wrzaski, czasami nawet wymioty, brak kontroli fizjologicznej... Krzywe spojrzenia, komentarze, że należy się klaps... że rozpuszczony bachor... Skąd to znamy? Jak często zdarza nam się oceniać nie znając przyczyny ( złego ) zachowania?
Mam znajomą z synkiem chorym na autyzm. Nie ma takiego szczęścia jak Kristin – wsparcia i pomocy męża. Podzielenia się obowiązkami, troskami a także radością z małych sukcesów. Jest sama bo ojciec dziecka tego nie udźwignął. Nieraz usłyszała w autobusie lub też na ulicy kiedy mały dostał ataku, że źle wychowała dziecko.
Przyznaję ze wstydem, że mnie też zdarzyło się kiedyś pomyśleć i ocenić nie znając przyczyny takiego zachowania...
Już nie będę, a na pewno będę się starać.
Książka ma wiele cytatów, które chciałabym tu umieścić lecz nie jestem w stanie wybrać.

Książka wzrusza, rozśmiesza i wzbudza szacunek dla rodziców.
Jak skończyła się ta przygoda? Jeśli chcecie przeczytajcie.

Jest też film - dokument z tej podróży...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Milcząca siostra
Wysłany: 2016-07-09 01:06:17
To druga książka tej autorki, którą przeczytałam. Była niezła, ale chyba nie zagości w mej pamięci.

Tajemnice, kłamstwa... uparte dążenie do prawdy... niszczą czy ratują życie bohaterów tej książki? Trudna historia...
Dodam tylko, że nie polubiłam Riley...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Sekretne życie CeeCee Wilkes
Wysłany: 2016-07-09 01:04:19
Młodziutka, samotna dziewczyna i starszy, przystojny chłopak. Czy to się może dobrze skończyć? Chyba nie do końca.
Zakochana CeeCee uwierzyła i zaufała Timowi. I zapłaciła wysoką cenę.
28 lat życia w kłamstwie.
... ale kłamstwo ma krótkie nogi
... ale prawda może zniszczyć dotychczasowe życie, budowane z takim trudem.

Podobały mi się rozdziały rozpoczynające się listami matki CeeCee, która zmarła na raka zostawiając swojej wówczas 12letniej córce spadek w postaci tych właśnie listów. Piękne lekcje życia.
Lecz CeeCee nie dane było skorzystać z pisemnych rad matki i sama musiała się tego życia nauczyć z malutkim dzieckiem u boku. Szybko wydorośleć. Wychowywała maleńkie dziecko najlepiej jak tylko umiała. Nie wiedziała tylko, że nieustanna próba chronienia dziecka, może nie wyjść mu na dobre.

Ciężko czytało się fragmenty kiedy Cory odwróciła się od kobiety, która ją wychowywała.

CeeCee zrobiła niewybaczalny błąd... powinna była pójść na policję, powinna była oddać dziecko, powinna... ale nie zrobiła tego... i nic już nie cofnie skradzionego czasu.

Jak wybaczyć kobiecie, która poniekąd przyczyniła się do śmierci twojej matki, która zabrała cię twojej prawdziwej rodzinie, która 28 lat oszukiwała, że jest twoja matką?... Jak?
Może... kiedy minie już gniew... wystarczy przypomnieć sobie miłość tej kobiety, jej czułość, jej opiekę...
To nie naprawi wyrządzonych krzywd, ale może pomoże zacząć od nowa, z czystym kontem, bez kłamstw.
Polecam.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Central Park
Wysłany: 2016-07-09 00:42:03
HA!!! No i nareszcie jest!!! Ta nutka „ MUSSOWOŚCI ” !! To jest to czego brakowało mi w poprzednich powieściach!!!
Wciąga jak tornado, a końcówka to już normalnie skala F5.
100 % satysfakcji.
Nie będę więcej pisać. Po prostu jestem na TAK!
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Telefon od anioła
Wysłany: 2016-07-09 00:39:48
AAA!!! Przeczytane!!! I ponownie super!!! Podobało się!!!
Przypadkowa zamiana telefonów... i życie zmienia się o 180*
I ponownie akcja pędzi na złamanie karku. Zakończenie?!! O matko!!! Nie mogłam się oderwać.
Nic więcej nie powiem.
No dobra... jeszcze tylko POLECAM!!!!

Ps. Po przeczytaniu książki oczyściłam swój telefon i zostawiłam to co niezbędne -)
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Pamiętnik z przyszłości
Wysłany: 2016-05-15 15:28:50
Tamara – nastolatka, po stracie ojca ( samobójstwo )... i stracie majątku ( tak - to ważne aby o tym wspomnieć, gdyż charakterek naszej bohaterki ukształtowała kasa ) przenosi się wraz z matką do domku wujostwa ( brata matki ). Nie ma tu luksusów do jakich Tamara przywykła. Do miasta daleko, nowoczesnej technologii brak.

Jaka jest Tamara? Rozkapryszona, wściekła, złośliwa, smutna, samotna, zrozpaczona...

Z objazdowej biblioteki trafia w jej ręce pusta księga. Okazuje się jednak, że to pamiętnik Tamary... ale z przyszłości... i zapisuje się z jednodniowym wyprzedzeniem dzięki czemu Tamara może dowiedzieć się co się wydarzy i ewentualnie zmienić bieg wydarzeń. Ale, ale... czy wszystkie zmiany będą dobre? Jakie dobro przyniosą a jakie szkody? I jakie tajemnice kryją się na starej farmie u wujostwa?

Magiczna, tajemnicza, troszkę z dreszczykiem...

Możecie się nie zgodzić, ale tak mi się troszkę kojarzy styl Pani Ahern ze stylem pisania Pana Musso... Ta nutka tej... nierealności...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Pora na życie
Wysłany: 2016-05-15 15:24:27
„ Uparcie i skrycie
Ech życie kocham cie, kocham cię
kocham cie nad życie”

Tak należałoby zaśpiewać piosenkę, którą wykonuje Pani Edyta – jako hymn lub podziękowanie dla swojego życia.

Lucy skłamała... i wtedy wszystko się zmieniło... Jedno kłamstwo pociągnęło za sobą kolejne... i kolejne... i kolejne...
Aż w końcu Życie Lucy miało już dość i wezwało ją do siebie na spotkanie ( powinnam napisać, że „ na dywanik „ -) )
Od tej pory czy Lucy chce czy też nie jej Życie towarzyszy jej wszędzie. Mało tego. Za każde kłamstwo, które Lucy wypowie, jej Życie mówi jakąś prawdę.
Parę śmiesznych sytuacji, parę przykrych.

Bardzo pasują mi tu słowa z całkiem innej książki _ Czarownica piętro niżej_ Marcina Szczygielskiego
” (...) kłamanie się po prostu nie opłaca – prędzej czy później prawda wychodzi na jaw, a wtedy wszystko ogromnie się komplikuje. Jedno kłamstwo pociąga za sobą drugie, potem trzecie, czwarte, aż wreszcie człowiek całkiem się gubi w tych wszystkich zmyślonych rzeczach i wynika z tego okropna awantura. Kłamanie tylko na pozór jest wygodne – w efekcie zawsze przynosi wstyd „ - str. 12

Nie będę pisać jak Życie Lucy zmienia jej życie ( jakkolwiek by to nie brzmiało ] ). Ona sama zmienia się. Czy przestanie kłamać? Czy będzie nareszcie szczęśliwa?
Przeczytajcie.

Koniec końców - bardzo fajna książka.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Dolores Claiborne
Wysłany: 2016-05-15 14:40:22
W porównaniu do innych książek pana Kinga ta jest dość cienka. Główna bohaterka – Dolores Claiborne – opowiada dwóm policjantom historię swojego życia. Oskarżona o spowodowanie śmierci swojej gospodyni - Very Donovan, przyznaje się do zupełnie innego morderstwa.

King napisał tę historię tak, jakby opowiadała to sama Dolores.
Jej życie nie było usłane różami... mimo to styl w jakim wyraża się główna bohaterka... rozbraja. Szczególnie opis jej „ walki” z próbą zdążenia na czas z podstawieniem basenu chorej gospodyni, doprowadziły mnie do łez ze śmiechu... choć to śmieszne nie było... nie mogłam się powstrzymać.
Te dwie kobiety, wbrew temu jak Dolores się o niej wyraża... „ Vera Całuj Mnie w Tyłek, jazgocząca wiedźma ” itp. epitety, były sobie naprawdę bliskie. Kiedy Verę dręczyły koszmary, to właśnie Dolores była przy niej i odganiała mary dręczące schorowaną kobietę. To ona trzymała ją z rękę.

Jej życie z „ ukochanym” mężusiem było koszmarem. Bicie, poniżanie... Ale poradziła sobie, bo to twarda babka.
Dolores ( lub też Vera, nie pamiętam już dokładnie ) powiedziała też, że „ nie ma gorszej wiedźmy niż matka chroniąca dziecko ” .

Koniec końców - żadne tam strachy na lachy w stylu Kinga.
Po prostu świetna książka.
A!!... I dla tych co czytali „ Grę Geralda” ... mała niespodzianka .
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Dziewczynka, która widziała zbyt wiele
Wysłany: 2016-05-15 14:32:23
Nie, nie!!! Nie dałam rady przeczytać do końca. Za dużo emocji.
Łzy i taka wściekłość, że... Chciałam wziąć kij ( najlepiej taki nabity gwoździami ) i dać nauczkę „ wujkowi Andrzejowi ” i „ kochanej” ciotuni. Mamunią też miałam ochotę potrząsnąć. Jak oni mogli! Dorośli są od tego żeby CHRONIĆ dzieci a NIE KRZYWDZIĆ !!! Jakby mało zła spotkało te dzieciaki... to jeszcze ta młodzież w szkole... jacy podli... Dlaczego!? Za co?!

Na tym zakończę, bo to co jeszcze chciałabym napisać nie nadaje się na publiczne forum.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Tajemniczy chłopiec
Wysłany: 2016-04-03 14:50:11
Książeczka jest malutka i cieniutka ( tylko 156 stron ), wystarczy jedno wolne popołudnie.
Na okładce z tyłu pisze: „ Powieść psychologiczna dla 10 – 12 latków (...)". Hmmm...
Czworo dzieci i jeden tajemniczy chłopiec. Kim jest?
Każde z dzieci jest inne: Prue, Sammy, Kate i Robin i każde z dzieci ma inne wyobrażenie o tym, kim jest tajemniczy chłopiec. I jak to dzieci... skoro są ciekawe to i tajemnica musi zostać rozwiązana.
To nie jest jednak typowa książeczka dla dzieci o przygodach dla dzieci. Jest dość ciężka w temacie i stąd to moje początkowe „ hmmm ” . Nawet dziś mimo, że upłynęło już trochę czasu od przeczytania wciąż nie umiem ustosunkować się do tej książki. Najlepiej więc przeczytać samemu i wyrobić sobie własną opinię.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Ja, Fronczewski
Wysłany: 2016-04-03 14:40:23
„ Zabij mnie pan, panie Marcinie... nie pamiętam ” to zdanie dość często się przewija w tej książce.
Fantastycznie się czytało...

Pan Piotr... niezwykła... skromna... mądra osoba... i ten wspaniały głos, który słyszałam w głowie przez cały czas czytania książki.
Co najbardziej mnie ujęło?
Proszę zwróćcie uwagę czytając tę książkę, że wspominając dawnych kolegów, przyjaciół używa zdrobnionych imion: Krzyś, Maciuś, Basia... To naprawdę niezwykłe, że dojrzały facet ( blisko 70 lat ) wyraża się w ten sposób. To niezwykły hołd pamięci dla przyjaciół z lat dziecinnych i młodości.
Opowiadając historie o aktorach i aktorkach z tamtych lat również zachowuje klasę.
Mówi o swoim mentorze z wyrazami największego szacunku... Bo Gustaw Holoubek był nie tylko mistrzem dla Piotra Fronczewskiego, ale też przyjacielem.
Mówi o swojej Mamie z miłością i nie wstydzi się tego. Mówi o swoich Córkach, o ich osiągnięciach i słychać w jego głosie dumę.
Mówi o swojej Żonie... która jest jego połówką ( wobec której kiedyś zawinił ) a ona wciąż przy nim trwa.
Jego filmografia jest niezwykle płodna... spis wszystkiego w czym grał robi wrażenie.
Z tego wszystkiego wyłania nam się obraz człowieka niezwykle pełnego uczuć, a także skromnego i ... nie, nie, nie powiem więcej, bo ile ludzi, tyle opinii.
Jeszcze tylko jedno:
Mój ukochany PAN KLEKS... Mała niespodzianka dla wielbicieli tej roli. A co by było gdyby tę rolę dostał ktoś inny? Wyobrażacie to sobie?... Ja już wiem... ale nie powiem. A czy sobie wyobrażam tę osobę jako Pana Kleksa zamiast pan Piotra - tak – TĘ osobę akurat potrafiłabym sobie wyobrazić.

POLECAM.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Telefon o północy
Wysłany: 2016-04-03 14:27:05
Eee... Jestem na NIE. Naiwność głównej bohaterki ( albo głupota – jak kto woli ) przyprawia o ból głowy. Ale to tylko moja opinia...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Czarna loteria
Wysłany: 2016-04-03 14:18:30
Kryminał + romans. Pani anestezjolog zostaje oskarżona o błąd w sztuce lekarskiej. Czy słusznie? Ona się wypiera. Twierdzi, że wszystko zrobiła dobrze. Pan prokurator pałający nienawiścią do wszystkich lekarzy pragnie zniszczyć panią doktor. Ale jak to bywa w takich książeczkach - oboje zaczynają czuć do siebie coś więcej. Gdy jakiś czas później pojawia się jeszcze jedna ofiara... sprawa nabiera tempa. Nawet uparty prokurator zaczyna czuć ze coś tu nie gra.
Raczej dość szybko domyśliłam się kto może być morderca, acz 100% pewności nie miałam.
Polecam.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Z zimną krwią
Wysłany: 2016-04-03 14:16:13
Nawet niezła. Zostawiona przed ołtarzem młoda kobieta, przystojny, ale gburowaty pan detektyw ... i już wiadomo, że tych dwoje się spiknie. Poza tym - koszmarna rodzinka niedoszłej panny młodej, wybuchy, zamachy, strzelanina...
Jak na romansik z wątkiem kryminalnym - całkiem nieźle.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: 7 lat później...
Wysłany: 2016-04-03 14:02:58
Przeczytałam. To było moje trzecie podejście i nareszcie przeczytałam do końca. Co sądzę? No cóż... . Akcja na początku nie wciąga ( bynajmniej mnie nie wciągnęła), ale potem już się rozkręca i raczej dość szybko się czyta ( najgorszy ten początek ).
Nie mam za wiele do powiedzenia... na pewno jest inna niż poprzednie książki pana M. które wcześniej czytałam. Brak w niej tej nutki ... " MUSSOWOŚCI " jak ja to nazywam.
Ale jak na... . Hmmm... „ kryminałek „ ??? całkiem nieźle.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Sto imion
Wysłany: 2016-01-17 15:30:24
Główna bohaterka nie wzbudza we mnie sympatii.
Kate ( Kitty ) Logan – dziennikarka z przerostem ambicji.
W tym całym „ parciu na szkło” zapomniała na czym polega praca dziennikarki, zapomniała o czym marzyła zaczynając tę pracę.
Niesprawdzonymi oskarżeniami zniszczyła życie człowiekowi... Teraz ponosi konsekwencje: wyzwiska namalowane farbą na drzwiach, gnój na klatce przed jej drzwiami... Nawet najbliższy przyjaciel jej nie oszczędza i mówi parę przykrych słów prawdy. Niestety Kate uważa się za ofiarę... Żałuje oczywiście, że oskarżyła niewinnego człowieka, jest jej przykro, ale wciąż jest tylko „ ja... ja... ja” .
Od swojej mentorki, szefowej i jednocześnie przyjaciółki dostaje zadanie napisania artykułu.
Niestety przyjaciółka umiera, nie wyjaśniając na czym polega ów artykuł. Jest tylko lista 100 nazwisk i imion ludzi różnej narodowości. Nie ma adresów, telefonów... niczego poza imionami. Szukając ich Kate poznaje zwyczajnych – niezwyczajnych ludzi, ale ich niezwykłość Kate zauważy dopiero później... To dzięki nim zobaczy siebie taką jaka się stała... to dzięki nim zacznie się zmieniać.

Na sam koniec Kate będzie musiała się zmierzyć jeszcze jednym zadaniem – z prośbą o wybaczenie...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Julia i Romeo
Wysłany: 2016-01-17 15:17:54
Wszyscy chyba znają historię miłości Romea i Julii autorstwa Williama Shakespeare, ale czy wszyscy słyszeli o miłości Julii i Romea autorstwa Jeanne Ray?
Dwa rody skłócone ze sobą, dwoje zakochanych w sobie ludzi... brzmi znajomo...? No pewnie. Jest tylko „ drobna” różnica pomiędzy bohaterami tych dwóch książek...
Zakochani tej opowieści mają po 60 lat.

Że co? Że to żenada? Że za starzy na miłość? A kto powiedział, że do miłości mają prawo tylko młodzi?
Obie rodziny prowadzą ten sam biznes – kwiaciarnie... konkurują ze sobą od lat i szczerze się nienawidzą. Ale czy tak naprawdę wiedzą dokładnie - dlaczego?
Już kiedyś dwoje młodych z tychże rodów było w sobie zakochanych i musieli się niestety rozstać, właśnie przez nienawiść dzielącą ich rody.
Czy Julia i Romeo pokonają przeszkody i zawalczą o swoje uczucie? Czy zwaśnione rody pogodzą się? ... I pomyśleć tylko co to miłość robi z ludźmi... ehh.
Lekka, śmieszna. I w przeciwieństwie do dramatu Shakespeare to komedia.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Umrzeć po raz drugi
Wysłany: 2015-12-13 14:57:51
No tak. Koniec 11 części. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie ta część była naprawdę mocna. Najbardziej jednak podobały mi się fragmenty z Afryki. Dzika przyroda, piękne widoki... chciałoby się tam być. Fajny ten wątek pomiędzy Millie a Johnnym... ech... . Nie będę więcej zdradzac.
Czy książka jest dobra? Jak najbardziej. Ja przeczytałam ją w autokarze w drodze z Kielc do Szczawnicy (ok. 5 godzin). Pozdrawiam.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Ostatni, który umrze
Wysłany: 2015-12-13 14:46:42
Akcja książki już od pierwszych stron nabiera rozpędu. Strzały, rozpędzone auta, wybuchy... Zabite rodziny, dzieci cudem ocalone( którym wciąż grozi śmierć). O co chodzi?
Jak nie wiadomo o co, to z reguły chodzi o kasę. Tylko co mają z tym wspólnego niewinne dzieci?? Może wcale nie chodzi o dzieci? Jane i Maura jak zwykle nie zawiodą.

Autorka ( jak już niektórzy zauważyli ) zrezygnowała chyba z thrillerów medycznych. Może to i dobrze... ale i tak polecam.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Milcząca dziewczyna
Wysłany: 2015-12-13 14:37:37
Kolejne przygody duetu RIZZOLI I ISLES. W tej części: morderstwo sprzed lat, tajemnicze zaginięcia dziewcząt, zamaskowana postać w masce.
Kto tam był mordercą... miałam pewne podejrzenia, ale ostateczne rozwiązanie mnie zaskoczyło.
Co do reszty. Tajemnicza postać w masce poruszająca się niczym wojownicy z filmu „ Przyczajony tygrys, ukryty smok” , nooo suuupeeer.
A o co chodziło? Trzeba przeczytać. Ale tak się czasami dziwnie pewne rzeczy splatają. Wystarczy być w złym miejscu i w złym czasie... i wszystko się zmienia. Wystarczy źle zaufać... choć jak tu nie ufać bliskim.
Sama końcóweczka książki...
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Za niebieskimi drzwiami
Wysłany: 2015-12-13 14:20:54
Czwórka dzieci i... przygoda gotowa.
Muszę przyznać, że w paru momentach włos mi się zjeżył na głowie. Za niebieskimi drzwiami jest inny, srebrny świat. Ważkowate ptaki – Arynie, srebrne kiście owoców, po których jest się mądrzejszym, bogatszym w wiedzę, srebrne nici, które miały leczyć, ale... Niby idealnie, ale... Zawsze jest jakieś a l e, a w tym przypadku jest to niejaki Krwawiec. Kim lub czym jest... nie wiadomo.
A zakończenie... WOW !!! Nie spodziewałam się. Czytając już po raz drugi zwraca się uwagę na fragmenty, na które wcześniej zwróciło się uwagi.
Polecam i dużym i małym.
Bezunia



Posty:162
Dotyczy: Czarownica piętro niżej
Wysłany: 2015-12-06 16:06:30
Co zrobić gdy leje i leje i leje?
Maja zostaje wysłana do nigdy wcześniej nie poznanej ciotecznej babki – w skrócie - Ciabci – i przeżywa tam super przygody.
Poznaje tam chłopca w podobnym wieku - Marka, gadającą wiewiórkę, która myśli, że jest lisem – Foksi i gadającego kota. A ciabcia okazuje się mieć czarodziejskie moce. Są też i Zdradliwe Lilie i Monterowa, duch, i... dość o tym.
Przygoda, lekki dreszczyk, fajny, śmieszny styl w jakim napisana jest ta książeczka zachęca do przeżywania przygód razem z Mają i jej nowo poznanymi przyjaciółmi. Polecam dzieciakom i tym, którzy mają duszę dziecka.

2009-17 | Odwiedzin: 2682821, dzisiaj: 527 | Obecnie Gościmy: 21 | Logowań na konto: 297931, dzisiaj: 73 | Pozycji zamówionych: 13 | Pozycji zarezerwowanych: 3268
Pracuje w oparciu o SYSTEM BIBLIOTECZNY MATEUSZ | Designed by Sliffka