Nasz profil na Facebook
  MBP
 
 
20 OSTATNICH KOMENTARZY


marszyk



Posty:4
 Dotyczy: W obcym domu
 Wysłany: 2017-03-02 15:50:17

W zbiorach:  

Ciekawy ciąg dalszy książki Rozdroża. Z przyjemnością ogromną czytałam dalsze losy głównych bohaterów

Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: Do trzech razy Natalie
 Wysłany: 2017-02-25 17:05:51

W zbiorach:  

- Gdzie diabeł nie może, tam… Sucharskie pośle -
Miało być super śmiesznie, a było tylko śmiesznie.

Zacznę może od dzieci... cofam moje wcześniejsze porównanie Anielki i Przemka do Janeczki i Pawełka od Pani Chmielewskiej. Przemek jeszcze ujdzie ( po prostu ciapa, ale cóż ... w domu dominują kobiety i to nie byle jakie ... to Natalie!!! ), ale Anielka... mała podła żmija... Nawet taka ilość Natalii( i ich matek ), nie tłumaczy takiego charakteru - nie lubię jej.

Co do samych Natalii... jak zwykle nie obeszło się bez wściubiania nosa w nie swoje sprawy... ale już nie było tak śmiesznie tak jak w poprzednich częściach... czegoś mi zabrakło... a może to Ci źli – mordercy i złodzieje - sprawili, że książka wydała się bardziej kryminałem niż komedią kryminalną ( o ile taki gatunek istnieje ). Sama nie wiem.
Mam jednak nadzieję, że spotkam się jeszcze kiedyś z siostrami Sucharskim, może już starszymi ( może już babciami Sucharskimi?! ) i że będzie równie wesoło jak w części pierwszej...


Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: Szeptucha
 Wysłany: 2017-02-25 16:43:34

W zbiorach:  

Pomysł na książkę naprawdę super. Gorzej z głównymi bohaterami.
Gosława – Gosia... RANY!!! Że - tak - powiem, zakrzyknę wręcz – O -- BO – GO - WIE!!!
Naprawdę???!!! 24 letnia ( o ile dobrze pamiętam ) dziewczyna zachowująca się jak napalona nastolatka, której życiem rządzą hormony... Naprawdę chodzi tam o miłość?! Bo ja raczej zauważyłam pożądanie ( żeby nie powiedzieć nieładnie – chuć ). To, że Gosia jest niezdara - nie będę czepiać. Sama często się potykam i o coś rozbijam. Ale ta hipochondria i różne fobie u przyszłej lekarki??!! Nie wróżę kariery.
Nie wierzy w bogów ale bezustannie ich wzywa.
Aaaaa !!! Ależ miałam ochotę ją p... pstryknąć !!!!
Mieszko – no niestety, ale NIE. Drogie panie... coś jest nie tak z tym facetem ( pomijam już fakt, że jest nieśmiertelny i że w przeszłości dość brutalny ). Zresztą ostatnia strona pokazała, że chyba mam dobre przeczucia. I czy naprawdę takie miał twarde te bicepsy? Zawsze gdy niósł Gosię na rękach wbijały jej się w plecy. Z drewna były czy jak?!

Szeptucha – Baba Jaga – najbardziej przypadła mi do gustu. Mądra kobieta... Taka Babka z „ Rancza” .
Hmmm a bogowie... no cóż... wcale mnie nie dziwi, że są bezlitośni i tylko o sobie i tylko dla siebie... (trochę przypominają greckich lub rzymskich bogów... lub dzisiejszych polityków).

Co daje na plus tej książeczce? To że akcja rozgrywa się w Świętokrzyskim... znam te rejony... to moje miasto i moje okolice.

Zabrakło jednak jeszcze takiego małego słowniczka na końcu książki, który by choć trochę wyjaśniał kto jest kim z nadprzyrodzonych i te miejsca święte np. Weles, Świętowit, Wyraj, Nawa itp. Ciągłe zaglądanie do Wikipedii, żeby sprawdzić odrywało mnie niepotrzebnie od książki i dodatkowo rozpraszało ( niby w książce wynikało to z treści, ale jakoś nie zawsze byłam w stanie to ogarnąć) Byłoby fajnie zajrzeć tylko na tył książki i już.

Dobra. Wiem, wiem czepiam się...

Gdyby nie to i nie głupota głównej bohaterki to książka byłaby naprawdę super, a tak to tylko dobra. Mimo to przeczytam część drugą, bo a nuż Gosława nabierze trochę rozumu...

Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: Pustułka
 Wysłany: 2017-02-25 16:22:47

W zbiorach:  

Powiedziałabym O M G !! Ci ludzie... ta rodzinka!!! Strzeż mnie Panie!!! Co to forsa robi z ludźmi... Wstrętni, wręcz obrzydliwi...
Pytanie - kto z nich zabija ?
Jest sobie wyspa... ktoś ginie, potem ginie kolejna osoba ... i kolejna ... i kolejna ... a morderca jest wśród pozostałych osób będących na wyspie.
Znacie ten schemat? Podobnie dzieje się w powieściach Pani Agathy Christie ( i nie jestem pierwszą osobą, która to zauważyła ). Ale, ale... co tu się dziwić... to doskonały schemat na napisanie kryminału.
Co do samej książki to naprawdę niezły kryminał, trochę zbrzydza cię rodzinka, ale tak poza tym nie ma się do czego przyczepić. Zakończenie jest rzeczywiście zaskakujące, (wprawdzie tak gdzieś od 39 rozdziału miałam już podejrzenia kto jest mordercą, ale takiego finału się nie spodziewałam).
Trochę mi jeszcze zabrakło pewnych wyjaśnień, ale... ujdzie jak na pierwszy kryminał tej autorki.
Mimo paru niedociągnięć – polecam. Bo najlepiej przekonać się samemu.


Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: 220 linii
 Wysłany: 2017-02-25 16:09:32

W zbiorach:  

Część druga „ 110 ulic ” przeczytana jeszcze w 2016 i dużo szybciej niż ta pierwsza. Akcja skupia się na młodszym z braci...

Fajniejsza niż "110 ulic", ale tylko tyle - fajniejsza...


Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: 110 ulic
 Wysłany: 2017-02-25 16:03:53

W zbiorach:  

Przeczytane? Nie do końca...
Czytałam i czytałam i czytałam i... nie skończyłam....nie moje klimaty...

Może kiedyś do niej wrócę, ale nie prędko...

652



Posty:1
 Dotyczy: Łaskun
 Wysłany: 2017-02-22 08:01:20

W zbiorach:  

najgorsza ze wszystkich części.męcząca w zbyt wielu wątkach i ten Łaskun pff...

24548



Posty:1
 Dotyczy: Balbaryk i złota piosenka
 Wysłany: 2017-01-28 22:19:28

W zbiorach:  

Bardzo ciekawa książka dla dzieci. Główny bohater poszukuje przyczyn pojawienia się w jego ojczyźnie Wielkiej Ciszy. Jedynym sposobem uratowania krainy Tutaj jest odnalezienie tytułowej Złotej Piosenki.

39040



Posty:10
 Dotyczy: Właściwie bez winy
 Wysłany: 2017-01-05 12:25:27

W zbiorach:  

Ciekawa pozycja - przeplatająca przeszłość z teraźniejszością...dopiero ostatnie strony książki zdradzają "kto zabił" i dlaczego.

39040



Posty:10
 Dotyczy: Ogród kości
 Wysłany: 2016-12-27 09:51:51

W zbiorach:  

Trochę jestem rozczarowana tą pozycją autorki - przedłużająca się akcja mająca miejsce w wiktoriańskiej Anglii nie "przemówiła" do mnie - po prostu nie podobało mi się osadzenie większej części akcji w tej epoce. Nie mniej jednak jak na mistrzynię przystało - książka warta przeczytania.

45344



Posty:1
 Dotyczy: Chemia organiczna
 Wysłany: 2016-12-18 14:01:15

W zbiorach:  

Świetnie opracowane zagadnienia z zakresu chemii organicznej na poziomie molekularnym oraz makromolekularnym. Zawiera skondensowaną wiedzę na temat przebiegu procesów, mechanizmów reakcji i typów najważniejszych reakcji chemicznych dla związków organicznych. Stanowi świetne powtórzenie przed egzaminem maturalnym. Napisane prostym, przystępnym językiem. Warta uwagi przy planowaniu powtórek do matury z chemii :)

Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: Dziewczyna z pociągu
 Wysłany: 2016-12-18 01:04:59

W zbiorach:  

HA!! Okazuje się, że my też mamy swoją rodzimą dziewczynę z pociągu. Choć tutaj jest inaczej. Żadnego morderstwa, żadnych pijaczek, paranoiczek czy rozchwianych emocjonalnie kobiet.
Są takie książki, które są jak strzała prosto w serce. Kończysz i masz taki uśmiech na twarzy i taką lekkość w sercu… i jest Ci tak dobrze. Taka jest właśnie ta książeczka.
To historia nauczyciela – Janka Tyma. Zwolniony z pracy, bez kasy i głodny, sięga dna. Kradnie portfel. Portfel nie należy do byle szaraczka, ale wielkiej szychy. Dyrektora pisma „ Szmaciak ” .
Dzięki pomocy swojego dawnego ucznia pan nauczyciel wychodzi z paki. Mało tego zostaje zatrudniony na próbę w owym „ Szmaciaku ” . Bierze sobie za cel do obsmarowania młodą mistrzynię Polski w biegach narciarskich, która zajęła ostatnie miejsce w turnieju.
Jan udaję się do wioski w której to owa „ nieszczęsna” mieszka. To maleńka wioska ( bardzo biedna), prawie pod ruską granicą . Oczywiście nie mówiąc nikomu kim jest zaskarbia sobie serce pewnej ślicznej dziewczyny z pociągu oraz paru innych osób w Zalesinku.
Z początku nie miałam dobrego zdania o głównym bohaterze. Tak bardzo płytki mi się wydawał. Lecz Janek im dłużej przebywał wśród ludzi z wioski: sióstr Lipińskich czy brata Dominika zmieniał się. Może to sprawiła ta maleńka wioska i ludzie w niej żyjący, może brat Dominik a może miłość do Mili. A może wszystko naraz...
Ci ludzie, ta mała społeczność z bratem Dominikiem na czele... uświadomiło mi, że czasami brakuje nam teraz ( wciąż zabieganym, tylko wokół siebie i rodziny, pracy - czasami na kilka etatów) odrobiny człowieczeństwa. Takiego zwykłego odruchu bycia bratem dla swojego sąsiada.
Rodzinka Lipińskich nie znała Janka, wiedziała tylko, że jest znajomym ich sąsiadki a przyjęła go jak swojego... zaufali mu. Prezent dla braciszka zakonnego... na który złożyły się dwie wioski... ( D - zaiste to musiał być człowiek o wielkim sercu skoro tyle osób z takiej biedy się dołożyło swój grosz... )

Co jeszcze ujęło mnie w tej książeczce? Może Was to zdziwić, ale... zima. Tak zima... Ponieważ jestem lutową dziewczyną lubię zimę... A zima w książce jest naprawdę zimowa... Dużo, dużo, dużo śniegu i mróz... i słońce i zaspy śnieżne i zawieje... wiem, wiem. To może szokować -D ale „ każdy ma jakiegoś bzika ” .
Na tym skończę i nie zdradzę zakończenia, choć pewnie łatwo się domyślić... ale parę rzeczy pominęłam więc może dla tych co nie czytali książki a mimo to pokusili się o przeczytanie tej recenzji... nie wszystko stracone...
Z serduszka pozdrawiam.


Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: Dziewczyna z pociągu
 Wysłany: 2016-12-18 00:32:39

W zbiorach:  

Przeczytałam. Nareszcie... i przyznaję szczerze... zmęczyłam... niestety.
Długo zbierałam się aby ją przeczytać, chciałam tylko aby minął ten cały BUUUM. No i jak już się uspokoiło pożyczyłam książkę od kolegi z pracy i zabrałam się do czytania i... hmmm.
Czytałam, i czytałam i czytałam... AAAA!! NIECHŻE SIĘ WRESZCIE COŚ ZACZNIE DZIAĆ!!!! Tak naprawdę moment kiedy mnie wciągnęło zaczął się gdzieś koło 250 strony. Czyli praktycznie sama końcówka.

Te trzy kobiety niesamowicie irytujące do bólu. Mam w głowie mętlik. Chciałabym je ocenić. Powiedzieć: alkoholiczka Rachel, paranoiczka Anna czy też rozchwiana emocjonalnie Megan... Ale każda miała jakiś powód żeby zachowywać się tak jak się zachowywały.
Dopiero potem się wszystko rozjaśnia.

I wszystko byłoby super, naprawdę, ale po prostu akcja za długo się rozkręcała, a to czasami zniechęca.
Jedyne co dla mnie na PLUS to narracja w pierwszej osobie.
Kto chce, niech czyta. Wolna wola.


Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: Słońce wschodzi
 Wysłany: 2016-12-18 00:23:05

W zbiorach:  

Czytałam tę książeczkę już nie jeden raz. Pierwszy raz może jakieś 25 lat temu. Nie pamiętam. Zresztą to nie ważne. Ważne jest to, że pomimo upływu lat wywołuje to samo wzruszenie i tę samą tęsknotę.
Adaś ma dziewięć lat i mieszka w Warszawie. Mieszka z rodzicami, ma psa Brylka. Jest też pani Stasia, która opiekuje się Adamem .
Adaś to wrażliwy chłopiec. Pewne słowa wypowiedziane przez parę staruszków poruszyła w chłopcu pewną tęsknotę za... a zresztą oceńcie sami :
„ (...) „ Nie widać Waluś, nie widać Walercia, jak słonko wschodzi ” .
Przecież i ja, kiedy jestem na wsi u moich dziadków, to lubię, okropnie lubię wstawać raniutko, stanąć przy drewnianym płocie razem z nimi i z ich psem Muckiem i patrzeć jak słonko wschodzi.
Niebo jest wtedy czerwone, potem się coraz bardziej rozjaśnia, ptaki zaczynają trzepotać się i ćwierkać i powietrze jest takie jakieś smaczne, że chciałoby się wciągnąć je w siebie głęboko, aż do brzucha (...) „ str. 24
Ja mieszkam w mieście ale będąc dzieckiem wakacje spędzałam ( jak pewnie większość ) u dziadków na wsi. Dziś dziadków już nie ma, a chociaż czasami jeszcze tam jeżdżę to już nie jest i nie będzie to samo. Ale chodząc po sadzie słyszę wciąż jeszcze gdzieś nasz śmiech, widzę we wspomnieniach wchodzenie na drzewa, moczenie nóg w strumyku, czy próby wydojenia krowy ( oczywiście pod okiem babci ). Oglądanie właśnie wschodów i zachodów słońca, patrzenie także na gwiazdy w nocy... I czasami tak bardzo zaboli, że to już nie wróci... Czy Wy też tak macie? Tęsknicie czasami za tym czasem kiedy było się po prostu wolnym... biegało się na bosaka po trawie, a do szczęścia wystarczyła pajda chleba z masłem?
Książeczka jest malutka i cieniutka, można ją łyknąć we 2 godzinki. Naprawdę polecam. W szczególności nam mieszczuchom, którzy kiedyś spędzali wakacje u dziadków, a także tym, którzy po prostu kochają przyrodę.

I jeszcze taka mała refleksja, że starych drzew ( pomimo naprawdę dobrych chęci ) się nie przesadza.
„ (...) Tylko duszno nam w tym mieście było. Duszno i jakby ciasno. I choć miastowych sąsiadów nie zliczyć, to w mieście tak człowiekowi, jak na pustyni. I znikąd tam w mieście człowiek nie wypatrzy, jak słonko wschodzi, jak zachodzi. To my nie mogli przywyknąć, Lodzia.(...)” str. 79


Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: Kot dla początkujących
 Wysłany: 2016-12-12 23:24:44

W zbiorach:  

Niezła książka.

Jest to coś na kształt poradnika, ale każdy szanujący/a się Kociarz / Kociara już przerabiał/a osobiście pewne wpadki, które spotkały autorkę i sam/a wcześniej wyciągnął/a wnioski.
Czytając niektóre historyjki uśmiechałam się pod nosem, bo dobrze znałam to zachowanie...

Dziękuję autorce za rozdział o karmach ( za to, że je wymieniła ).

Niestety drażniły mnie trochę te filozoficzne gadki o ludzkim wnętrzu: jacy to jesteśmy nieszczęśliwi, zakompleksieni, kłamliwi itd itp ... rozumiem, że potrzebne to było by móc pokazać jak inny jest kot i jak my swoim zachowaniem możemy wpłynąć na nasze zwierzątko... ale było tego ( jak dla mnie ) stanowczo za dużo.
Nie podobało mi się powtarzanie pewnych sytuacji, nawet po kilka razy ( w niektórych momentach już gubiłam się, bo nie byłam pewna czy przypadkiem nie czytałam już tego rozdziału).

Poradnik może pomóc komuś kto dopiero się przymierza do przygarnięcia Kotula lub też jest świeżym właścicielem.
Dla pozostałych Kotomaniaków to może być po prostu niezła książka.

„ (...) Bo kot uczy się szybciej niż człowiek. I potrafi fantastycznie wytresować swojego człowieka.” Str. 361


„ Wcześniej myślałam, że człowiek ma kota.
Teraz wiem, że kot i człowiek mają siebie nawzajem.
Człowiek ma kota, a kot ma człowieka.
Także w tym sensie, że kot wychowuje swojego człowieka tak, żeby najlepiej spełniał jego oczekiwania.” Str. 363


Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: Ciało
 Wysłany: 2016-12-12 23:10:56

W zbiorach:  

Bardzo się ten morderca „ napracował” . Ukatrupił jedną osobę, następnie chcąc ukatrupić kolejną pozbawił życia ( już nie osobiście wprawdzie ) trzy kolejne osoby. Potem jeszcze do „ swojej” kolekcji nieboszczyków dołączył jeszcze jednego zastrzelonego... ( tym razem osobiście ). Pracowity drań.

Pani patolog sądowy – Kat Novak. Strasznie wkurzająca osoba.
Jak tak sobie czytałam ten wątek między Kat a Adamem, nie mogłam się oprzeć ważeniu, że już gdzieś to czytałam. I? ... Nie. Nie czytałam, ale podobne relacje panowały między Eve a Roarkiem z książek Nory Roberts „ In Death” .
Też – on – bogaty i szalenie przystojny, ona – niezbyt zamożna i irytująca do bólu...
Koniec końców. Czy to dobra książka? Dobra, ale troszkę przekombinowana.

Wielbicielom Tess Gerritsen nie powinno to przeszkadzać.


Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: Kot Bob i ja : jak kocur i człowiek znaleźli szczęście na ulicy
 Wysłany: 2016-12-06 22:33:59

W zbiorach:  

Rudy kotek najzwyczajniej w świecie po prostu wiedział, kto jest jego bratnią duszą... I zaopiekował się Jamesem, a James zaopiekował się Bobem.
Jako kociara no po prostu musiałam przeczytać...

Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: Dasz radę : ostatnia rozmowa
 Wysłany: 2016-12-06 22:22:07

W zbiorach:  

Zaczęłam od końca.
Ostatnia rozmowa.
Ostatnie pytania – ostanie odpowiedzi. Nie zgadzałam się z niektórymi wypowiedziami, ale cóż ja jestem tylko prostym człowiekiem. Nie ma we mnie tej Boskiej mądrości co miał ją Ksiądz Jan.
Księże Janie Mam nadzieję, że jesteś już wolny od bólu i odpoczywasz sobie na białej chmurce i nie bardzo przejmujesz się nami, tu na dole. Damy radę. Nie martw się. Odpoczywaj, może kiedyś... jak zasłużymy to się spotkamy.


Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: Altana
 Wysłany: 2016-12-06 22:13:19

W zbiorach:  

Książka chociaż dotyka tak smutnego tematu, jakim jest powódź z 1997 roku, jest lekka i przyjemna w odbiorze... A to za sprawą sympatycznej pary – Maksa i Marii . Emerytowany strażak i emerytowana lekarka. Zabawne sytuacje tego starszego małżeństwa bawią do łez:
„ (...) odkąd jednak pojawiły się bóle kręgosłupa i Maria wysłała męża do ortopedy, który z kolei skierował go na fizjoterapię, gimnastyka stała się codziennością.(...) Zajęcia prowadziła sympatyczna trenerka około pięćdziesiątki. Tak sympatyczna, że niemal od razu przyjął postawę samca w tańcu godowym.(...) Niestety, gdy doszło do ćwiczeń, okazało się, że taniec godowy przeradzał się w rachityczne podrygiwania emerytowanego bywalca barów mlecznych(...) ” str.10
Są naprawdę fantastyczni... Sama chciałabym spotkać kogoś takiego właśnie i mieć na starość takiego przyjaciela przy boku.

Bardzo pięknie też pokazana jest ludzka solidarność podczas takich tragedii. Potrafimy się zjednoczyć, zebrać się razem i sobie pomagać.
Ale jest też i ciemna strona niektórych „ pomocników” – kradzież produktów przeznaczonych dla powodzian i to głupie tłumaczenie:
„ (...) Cały pokój aż po sufit wypełniony był zgrzewkami wody mineralnej, paletami konserw, kocami, pościelą, poduszkami, śpiworami i innym dobrem (...)
– To z darów dla powodzian, tak?
- Dla powodzian, dla powodzian! – zdenerwowany podniósł głos – Wszystko dla powodzian! A my to co, też biedni ludzie, a czy nam ktoś w życiu choć raz pomógł?! (...)
- Ci ludzie nie mają niczego, stracili wszystko!
- A ja co mam?! (...) Poprzedni rok calutki na zasiłku dla bezrobotnych byłem! A mój staruszek, to bez naszej pomocy z głodu by zmarł. A on partyzant, zasłużony, odznaczony (...) I nic, pani doktor, kogo to dziś obchodzi, że on o tej kraj walczył? (...)
Maria nie odpowiedziała. Zarzuciła plecak na ramię, wzięła torbę lekarską na ramię i wyszła. (...)” str. 240
Przykre, ale pewnie były i takie przypadki…

Co do całości... naprawdę polecam.


Bezunia



Posty:162
 Dotyczy: Artystka wędrowna
 Wysłany: 2016-12-06 22:04:40

W zbiorach:  

Wiem, że kochana autorka poprosiła oby o to by nie podchodzić zbyt poważnie do tej książki, ale jakoś nie mogę.
Ta Adela - no cóż nie powiem żebym polubiła wędrowną artystkę. Potwornie mnie wkurzała. Najbardziej drażniły mnie te jej pienia pochwalne na temat Tymona, męża Wiktorii. Poza tym te zachwyty nad swoimi wielbicielami: a to Franc, a to Wowa... No nie lubię kobiety i tyle!!!
Pani profesor Katarzyna też troszeczkę działała mi na uzębienie.
No i sama Wiktoria znana już z Zapisków stanu poważnego. Ciężko jest być matką, żoną i kochanką i ... kobietą pracującą. I do tego, jeżeli drogi rodzic jeszcze powie swoje prorocze wizje i to w tak delikatny sposób w jaki zrobił to „ tatuś” Wiktorii to można popaść z lekka w paranoję...
Na szczęście jak to się dzieje w książkach Pani Moniki wszystko się dobrze kończy.

I tak na koniec... nie bardzo mi się podobała ta książeczka... może inne złapią za serducho...



2009-17 | Odwiedzin: 2710283, dzisiaj: 686 | Obecnie Gościmy: 27 | Logowań na konto: 301364, dzisiaj: 112 | Pozycji zamówionych: 1 | Pozycji zarezerwowanych: 3345
Pracuje w oparciu o SYSTEM BIBLIOTECZNY MATEUSZ | Designed by Sliffka